sobota, 3 grudnia 2016

Kod - Kathy Reichs i Brendan Reichs

tytuł oryginału: Code
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
ilość stron: 408
polska premiera: 25 lutego 2015
cykl: Wirusy (tom 3)

   To już trzeci tom o niezwykłych przygodach Torry Brennan i jej przyjaciół. Kiedy uratowali instytut badawczy, w którym pracują ich rodzice, wplątali się w kolejne kłopoty. Z pozoru niewinna zabawa w poszukiewanie skarbów, przyniosła ze sobą niemałe niebezpieczeństwo. Teraz w rękach nastolatków leży los dużej ilości osób. Czy podołają zadaniu i uda się im uchronić ludzi przed zagrożeniem?

   Ze względu na maturę, którą piszę w maju, czytałam tę książkę aż cztery miesiące, ale wreszcie ją skończyłam. Bałam się, że to już nie będzie to samo, że jeżeli dwa tomy były tak cudowne, ten będzie już gorszy, Nawet nie wiecie jak bardzo się pomyliłam. Po raz trzeci nie zawiodłam się na twórczości Kathy Reichs. Niewiele zdarza się cyklów, w których każdy tom jest tak samo genialny, ale muszę przyznać, że poszczególne części Wirusów są na tak samo dobrym poziomie. Styl pisarki, jak już pisałam w poprzednich recenzjach jej dzieł, jest świetny, bardzo dobrze czyta mi się jej lekkie pióro. Jest znacznie więcej dialogów niż długich niepotrzebnych opisów, za co bardzo cenię jej książki. Jak na kryminał przystało, jest tajemniczo, zaskakująco oraz nie brakuje obrotów akcji, które uwielbiam. 

    Historia Tory Brennan wciągnęła mnie dogłębnie. Pochłaniałam stronę za stroną, literę za literą. Aż trudno było mi się rozstawać z nią i jej paczką, kiedy czytałam epilog. Bohaterowie są wykreowani wprost idealnie. Tory, mimo swojego młodego wieku, tak jak na alfę swojej ekipy przystało, jest sprytna, rozsądna, pomysłowa oraz zawsze wie jak zachować się w danej sytuacji. Zdolność do poświęceń dla swoich bliskich to jej największa zaleta. Ben, Hi oraz Shelton mimo tego, że wszyscy bardzo się od siebie różnią, wszyscy są fantastyczni. Cała czwórka nie raz daje ogromną dawkę humoru. Są w stosunku do siebie lojalni i tworzą zgrany zespół.

   Co do tajemniczości książki, to ona nadaje jej cały urok. Nie mogłam oderwać się od lektury. Chciałam koniecznie dowiedzieć się co będzie dalej, jak potoczą się losy tej młodej dziewczyny. W niektórych momentach byłam bardzo zaskoczona tym jaki obrót przyjęła akcja. Nie jest ona ani trochę przewidywalna. Wiele było momentów, kiedy myślałam, że natknęłam się na jakiś trop, ale autorka a każdy razem rozwiewała moje podejrzenia i okazywało się, że jest zupełnie inaczej. 

   Koniec książki bardzo mnie zdziwił. Myślałam, że cykl ten będzie trylogią, natomiast zakończenie moim zdaniem jest otwarte... Smuci mnie jednak fakt, że nowy tom nie został opublikowany od ponad półtora roku i boję się, że autorka nie napisze kontynuuacji. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy brak weny i kolejny tom pojawi się już niedługo, abym mogła uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

   Świat wykreowany przez Kathy Reichs jest unikalny, a zarazem zdecydowanie genialny. Jest to jedna z moich ulubionych i według mnie jedna z najbardziej fascynujących książek. Każdy kto lubi takie zagadkowe sprawy, powinien jak najprędzej zapoznać się z serią Wirusy. 

Shadow
    
   
    

piątek, 11 listopada 2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - J.K. Rowling, Jack Thorne

zdjęcie pochodzi ze strony lubimyczytac.pl
tytuł oryginału: Harry Potter and the Cursed Child
wydawnictwo: Media Rodzina
ilość stron: 368
polska premiera: 22 października 2016
cykl: Harry Potter (tom8)

Zdradzę Wam sekret. Uwielbiam Harry'ego Pottera. Wy też? Tak właśnie myślałam. Dlatego chyba nie byłam jedyną osoba na świecie, która na wieść o wydaniu scenariusza czuła podekscytowanie i ciekawość. Po ukazaniu się w świecie tej informacji, zachodziłam w głowę, co też można jeszcze o tym świecie powiedzieć. Ale tak szczerze? Osobiście przeczytałabym nawet wyprawę Harry'ego z rodziną do Banku Gringotta. Cokolwiek z tego magicznego świata.

Dziewiętnaście lat po odzyskaniu pokoju w świecie czarodziejów, ponownie przenosimy się na dworzec Kings Cross, tym razem by pożegnać inne dzieci. Albus Severus Potter rozpoczyna swój pierwszy rok nauki w Hogwarcie. Jest lekko przerażony rozpoczęciem nowego rozdziału w swoim życiu. Obawia się Ceremonii Przydziału, do jakiego domu trafi, jak zostanie odebrany przez  rówieśników. Tymczasem nad światem magii ponownie zaczynają zbierać się czarne chmury. Voldemorta już nie ma. Kto tym razem może być zagrożeniem?

Zacznę od tego, że to było coś zupełnie innego niż dotychczas znane nam przygody Harry'ego Pottera. Zupełnie inna forma, inna historia i inny klimat. Mimo to jednak historia tu przedstawiona była naprawdę świetna i nieszablonowa. Autorzy spektaklu nie skupili się wyłącznie na tym co było, ale co może się stać w przyszłości. Tak naprawdę w życiu nie spodziewałam się takich rozwiązań fabularnych. Zastałam tutaj coś całkowicie innego niż dotychczas i przyznam szczerze, że naprawdę przypadło mi to do gustu.

Ciekawym doświadczeniem było ponowne spotkanie z dobrze już mi znanymi bohaterami, nieco muśniętymi upływem czasu. Cudownie było znów ich spotkać i poznać w nowym świetle. Nie znaczy to jednak, że nie było nowych postaci. Bo owszem, były i okazały się to niezwykle barwni i nieprzewidywalni ludzie. Zaskakujące jest, jak na przestrzeni tych niewielu stron udało mi się tak dogłębnie poznać ich wszystkich i zachować ich konkretny obraz w pamięci.

Autorzy oprócz pędzących z prędkością światła wydarzeń, przedstawili nam również kilka stricte ludzkich aspektów. A konkretniej skupili się na dobitnym obrazie relacji między ludzkich. Tak jak w przypadku całego cyklu Harry'ego Pottera, tak i tutaj mieliśmy okazję zobaczyć siłę prawdziwej przyjaźni i czym ona tak właściwie jest. Odnalazłam też tutaj coś zupełnie nowego. Tym starym już bohaterom zostało postawione nowe wyzwanie, jakim jest rodzicielstwo i była to ciekawa rzecz - obserwowanie jak sobie radzą. Mimo że relacje na linii ojciec - syn były czymś nowym, zostały bardzo realnie i naprawdę ciekawie przedstawione.

Harry Potter i Przeklęte Dziecko to nowy głośny hit w książkowym świcie. Ktoś może mówić, że to już nie potrzebne, że to co było absolutnie wystarczy. Dla mnie jednak Harry Potter to seria ponadczasowa i jestem bezwzględnie szczęśliwa, że miałam okazje poznać historię kolejnych młodych czarodziejów.
Layken

sobota, 29 października 2016

Nie poddawaj się - Rainbow Rowell

tytuł oryginału: Carry on
wydawnictwo: HarperCollins Polska
ilość stron: 512
polska premiera: 12 października 2016

Simon Snow rozpoczyna swój ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Zawsze z utęsknieniem czekał na początek roku szkolnego, bo tylko wśród czarodziejów miał przyjaciół. Nie lubił przebywać w świecie Normalnych. Jednak ten rok nie zaczyna się tak, jak inne. Jego odwieczny wróg - Baz, nie wraca do szkoły, a Mag próbuje odesłać go z Watford w ''bezpieczniejsze'' miejsce. A to zaledwie początek, bo Simon jest wybrańcem. I tylko on może pokonać Szarobura.

Nie czytałam Fangirl. A wiem, że to tam po raz pierwszy pojawił się Simon Snow i jego przygody, chociaż nie w takiej formie jak w Nie poddawaj się. Mimo to, bardzo cieszyłam się, kiedy zawitała do mnie ta książka. Byłam niesamowicie ciekawa tego świata, niejako kreowanego na ten, który przypuszczalnie znamy my wszyscy. I chociaż nie przepadam za twórczością tej autorki - postanowiłam spróbować. Co z tego wyszło?

Z początku zapowiadało się naprawdę bardzo ciekawie. Kartka po kartce poznawałam zakamarki tego innego świata czarodziejów. Nie zakochałam się w nim, ale w niektórych sprawach Rainbow Rowell wykazała się pomysłowością. Jednak czasami odnosiłam wrażenie, że nie do końca dopracowała pewne szczegóły, co trochę zakłócało spójność lektury.  Nie przypadły mi do gustu również pewne rozwiązania fabularne. Bardzo chciałam w najmniejszym detalu poznać tamtejszy świat, lecz niestety autorka nie skupiła się na nim wystarczająco, przynajmniej dla mnie.

Od połowy książki akcja zaczęła wyczuwalnie przyspieszać i pojawiało się coraz więcej tajemnic oraz zagadek. Jednak gdy patrzyłam wstecz, na pierwszą część tej historii, właściwie nie wiedziałam, co zabrało aż tyle kartek. Mam na myśli to, że nie zawarło się tam aż tyle istotnych rzeczy. Doprowadziło mnie to do wniosku, że książka w pewnych momentach została trochę "przegadana".

Jednak najdziwniejsze odczucia mam w stosunku do wątku romantycznego. Był dla mnie totalnym zaskoczeniem i absolutnie nie spodziewałam się takiego rozwiązania. Lecz nie do końca przypadł mi do gustu. Lubię, gdy uczucia pojawiają się subtelnie i uzasadnienie, a tutaj miałam wrażenie, że to wszystko zjawiło się jakby znikąd. Jak dla mnie, autorka zbyt szybko przeszła od nienawiści do miłości.

Z bohaterami też nie było wcale tak różowo. Na początku naprawdę lubiłam Simona, czyli tego, który grał tu pierwsze skrzypce. Wydawał mi się fajną i całkiem sensowną postacią, chociaż swoje wady też miał. Jednak potem, sama nie wiem dlaczego, stał się całkiem inny. Jakby na jego miejsce wskoczył zupełnie inny charakter. Nie wiem czy to tylko moje wrażenie, ale szkoda, że tak się stało. Inne postacie również były obecne, ale właściwie nie potrafiłam się z nimi zżyć.

Nie poddawaj się okazało się dla mnie zaskoczeniem. W pewnych momentach pozytywnym,  a w innych negatywnym.  Świat przedstawiony, jaki wykreowała Rainbow Rowell był dość ciekawy, jednak żałuję, że nie mogłam poznać go lepiej. Z początku myślałam, że w mojej końcowej ocenie ta historia będzie musiała zmierzyć z tą, którą zdążyłam pokochać już dawno. 

Jednak wiecie co? Postanowiłam nie patrzeć na Nie poddawaj się przez pryzmat Harry'ego Pottera, bo to dwie odrębne i zupełnie inne historie. Mimo początkowych podobieństw. Chociaż zupełnie nie podobało mi się zakończenie i do końca nie poznałam paru szczegółów. Rainbow Rowell nie do końca sprostała moim oczekiwaniom, co do zwykłej, nienawiązującej do niczego książki. Jak wyżej  - były dobre momenty i chwile wielkich zaskoczeń, ale to chyba za mało, by zwalić mnie z nóg.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.
Layken

sobota, 15 października 2016

Prawdodziejka - Susan Dennard

zdjęcie pochodzi ze strony matras.pl
tytuł oryginału: Truthwitch
wydawnictwo: Sine Qua Non
ilość stron: 384
polska premiera: 12 października 2016
cykl: Czaroziemie (tom1)

Safi i Iseult wpadają w tarapaty. Nieudana zasadzka przysparza im sporych kłopotów. Większych niż mogłyby się spodziewać.  Muszą uciekać z Venazy. Jednak ucieczka nie będzie wcale taka łatwa, bo na ich trop wpadł krwiodziej, który nie ustanie póki ich nie zabije. Podczas szalonej próby ratowania swojej skóry, więziosiostry wystawione będą na przeróżne niebezpieczeństwa. Będą zmuszane wrócić do przeszłości. I dowiedzą się czegoś o sobie i o swej magii.

Przyznam się szczerze, od kiedy tylko zobaczyłam pozytywne recenzje Prawdodziejki za granicą, wprost nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu będę mogła przekonać się o jej niezwykłości na własnej skórze. No i czekałam, czekałam i czekałam, aż w końcu mogłam sama przeczytać to cudo! Ale czy od samego początku było tak kolorowo?

Od razu powiem, że nie. Na samych pierwszych stronach czułam się dość niekomfortowo. Przede wszystkim zaskoczyła mnie ilość informacji, jakimi zostałam obrzucona od samego początku. Trochę mnie to przytłoczyło i przez to nie potrafiłam złapać takiego rytmu i porządnie wczytać się w Prawdodziejkę. Jednak teraz już wiem, że to wszystko wynikało wyłącznie z tego, że świat wykreowany przez Susan Dennard został dopracowany w absolutnie każdym stopniu.

Gdy po jakimś czasie zrozumiałam, że cała już jestem w Czaroziemiu, wiedziałam, że coraz trudniej będzie mi się oderwać od lektury. I tak właśnie było. Ta książka jest tak napakowana akcją, że jeśli nie gonią człowieka jakieś śmiertelnie ważne sprawy, to da się spędzić na czytaniu cały dzień. Nawet tego nie zauważając. Ja jednak nadal nie mogę wyjść z podziwu nad tym, jak wspaniałą wyobraźnię musi mieć autorka by stworzyć coś tak wspaniałego... Jak wspomniałam wyżej - dzieło dopracowane w każdym calu!

Musze też pochwalić wątek romantyczny. Jestem nim absolutnie zachwycona i oczarowana! Bardzo doceniam to, gdy autor nie skupia się wyłącznie na nim. Kiedy nie przesłania fabuły. I tu taki właśnie był. Susan Dennard wykreowała go bardzo subtelnie i spokojnie. Bardzo podobało mi się to niewinne i nieświadome zauroczenie, stopniowo przeradzające się coś większego. Naprawdę wielkie brawa!

A tu przechodzę do bohaterów. Absolutnie wspaniałych bohaterów. Bardzo podobała mi się ich kreacja. Większość z nich została okryta tajemnicą, ale było to dobre rozwiązanie. Fajnie było krok po kroku odkrywać ich osobowość. Autorka nie zapomniała również o ich przeszłości, która potrafiła zaskakiwać. Cieszy mnie bardzo to, że nie zapomniała, by stworzyć ich od samego początku, do końca.

Prawdodziejka to niezwykle złożona i momentami dość skomplikowana powieść. Całość jest jednak warta główkowania, do którego chwilami zmusza nas autorka. Idealnie wykreowany świat, tajemnicza magia i wyraziści bohaterowie. Jesteście gotowi na ten magiczny miks?

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.
Layken