środa, 30 grudnia 2015

TOP5#5 [The best of 2015]

Rok, który właśnie dobiega końca, obfitował w wiele książek, które raz były fenomenalne, innym razem przeciętne, a jeszcze innym takie, że jak najszybciej chciałam wyrzucić je z pamięci. Dzisiaj, zanim jeszcze wszyscy pogrążymy się w sylwestrowym szale, chciałam Wam przedstawić pięć książek, które w ciągu tego kończącego się już roku, wbiły się do mojej głowy i do mojego serca przebojem i tam już pozostaną. Zapraszam!


Korona w mroku - Sarah J. Maas
Chyba nikomu nie muszę przedstawiać tej książki, ani w sumie całej serii, bo mniemam, że jeśli nawet ktoś z Was jej jeszcze nie czytał, to przynajmniej o niej słyszał lub już planuje jak się do Szklanego tronu dobrać. Przypuszczam, że ja osobiście jestem jedną z ostatnich osób, które o tej serii usłyszały (uwierzcie mi!) stosunkowo niedawno. Zanim dołączyłam do blogosfery, w mojej głowie słowo 'szklany' oraz 'tron' nie miały ze sobą absolutnie żadnego powiązania. A teraz? Cóż, teraz jest to dla mnie jedna z najgenialniejszych książek jakie przeczytałam, a Korona w mroku jako drugi, i lepszy moim zdaniem tom, zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, i chyba nie muszę wyjaśniać z jakiego powodu?
Obca pamięć - Dan Krokos
Jest to książka, o której prawdopodobnie niewiele słyszeliście, jeśli w ogóle coś o uszy Wam się obiło. Tak naprawdę nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak jest. Dlaczego Obca pamięć nie jest tak sławna, jak chociażby książka wyżej wspomniana, bo moim zdaniem może się ona z nią spokojnie równać. Być może nie płynie z niej jakiś wielki przekaz i prawdopodobnie znalazłaby się niejedna osoba, która oceniłaby ją jako 'zwykłą' młodzieżówkę. Dla mnie samej ta książka jest nie lada odkryciem, za które jestem wdzięczna losowi, który podstawił mi ją pod nos. Dzięki temu poznałam jedną z najbardziej oryginalnych historii, jakie ostatnimi czasy miałam przyjemność czytać.
Maybe someday - Colleen Hoover
Ta książka jest absolutnym fenomenem na mojej liście, pt. "2015". Historia w niej ukazana po prostu rozwaliła mnie na łopatki i chyba samo już to wystarczyło, abym uznała ją za przebój i jedną z moich ulubienic. A bohaterzy i wyjątkowy klimat tylko utwierdzili mnie w tymże przekonaniu. Emocje płynące z Maybe someday są obezwładniające i zapadają głęboko w pamięć. I mimo iż przeczytałam ją jakiś tydzień temu, już teraz mogę powiedzieć, że trudno byłoby mi o niej kiedykolwiek zapomnieć.
Love, Rosie - Cecelia Ahern
Pod wpływem niesamowicie humorystycznej i pięknej ekranizacji tej książki, postanowiłam sięgnąć po wersję papierową, licząc tylko i wyłącznie na powtórkę, tyle, że w nieco innym wydaniu. A dostałam coś zupełnie innego, co mnie wielce zaskoczyło. Love, Rosie owładnęło mną na kilka wyjątkowych godzin, przy których śmiałam się, płakałam i zastanawiałam nad wieloma aspektami życia. Podczas tej podróży zrozumiałam, że naszej ziemskiej egzystencji towarzyszą uczucia takie jak przyjaźń, miłość, szczęście, ale i zwątpienie, poczucie zdrady i błędy wynikające z niezrozumienia. I chyba właśnie ta słodko-gorzka mieszanka przedstawiona przez Cecelię Ahern tak mnie urzekła.

 Opal - Jennifer L. Armentrout
 Książka, która z całych sił chwyciła mnie za serce. Książka, której mogę przypisać status jednej z najbardziej nieprzewidywalnych. I w końcu książka, po której dręczona byłam niewyobrażalnym kacem książkowym. Tak, to właśnie Opal, czyli trzeci tom serii Lux. Mogłabym na jego miejscu umieścić, każdy tom tej serii, bo ją absolutnie uwielbiam, ale z uwagi na to, że dwa poprzednie przeczytałam w zeszłym roku, a dwa kolejne nie miały tak porażającego zakończenia, zaszczytne miejsce w TOP5 przypadło Opalowi. Nie mam zamiaru rozwodzić się nad wspaniałością tej książki, czy całej serii, bo pewnie w końcu zanudziłabym Was pisząc ciągle o jednym i tym samym, ale jedno Wam powiem: to książka, której bardzo długo nie zapomnę.
Layken

niedziela, 27 grudnia 2015

Maybe someday - Colleen Hoover

tytuł oryginału: Maybe Someday
wydawnictwo: Otwarte
ilość stron: 440
polska premiera: 13 maja 2015
cykl: Maybe (tom1)

"Ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo będą kochać dalej."

Sydney to studentka, która prowadzi dość poukładane i monotonne życie. Ma chłopaka i przyjaciółkę, którzy są dla niej najważniejsi i ufa im bezgranicznie. Jednak gdy to zaufanie zostaje nadszarpnięte, życie Sydney obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, udowadniając jej, że coś naturalnie dobrego, może być zarazem skrajnie złe.

Gdy tylko usłyszałam, że na polskim rynku pojawi się kolejna powieść Colleen Hoover, wiedziałam, że prędzej czy później i tak ją przeczytam, bo po wspaniałym Hopeless pokochałam pióro pani Hoover. I gdy już zaczęłam czytać stało się to, co poprzednim razem - nie mogłam się oderwać, w pełni oczarowana historią Ridge'a i Sydney.

Klimat tej powieści kompletnie mną zawładnął. Uwielbiam muzykę i niezmiernie mi się spodobało to, że była tu ona wątkiem przewodnim. Wszystko co się stało, było właśnie jej skutkiem. To ona wywołała jedną z najpiękniejszych historii o miłości, jakie miałam przyjemność czytać. Miłości ukazanej w innym świetle. Miłości, która była dla bohaterów najwspanialszą, ale i najgorszą rzeczą jaka mogła się im przydarzyć. Miłości, która zapukała do ich serc znienacka, a oni nie mogli zrobić już nic. Jedyne co im pozostało, to otworzyć drzwi i zaprosić ją do środka.

"You say it's wrong, but it feels right."

W Maybe someday da się dostrzec schematy powieści New Adult, ale jednak jest w tym coś nieszablonowego. Podczas lektury nie miałam wrażenia, że czytam coś sztywno trzymającego się ram i przepisów określanych przez gatunek, jeśli tak to mogę ująć. Przy tej książce po prostu czytałam, bo byłam do tego stopnia owładnięta fabułą, że nawet nie wiem kiedy przestałam zwracać uwagę na cokolwiek, co mogłoby podpadać pod krytykę. Dla mnie w Maybe someday takie rzeczy po prostu nie mają racji bytu, bo Colleen Hoover po raz kolejny udało się mnie skutecznie obezwładnić.

Absolutnym fenomenem w tej książce był dla mnie Ridge. Chyba jeszcze nie spotkałam takiego bohatera. I mam tu na myśli jego wrażliwość zarówno muzyczną, jak i tę życiową. Niezwykłą rzeczą było dla mnie pojmowanie przez niego muzyki. Czerpał z niej radość jak nikt inny. Dała mu powód do życia i sprawiła, że nie poddał się, kiedy był od tego o krok. Ridge trafia do grona moich najukochańszych bohaterów i jestem szczęśliwa, że w końcu mogłam go poznać! Natomiast Sydney nie przypadła mi aż tak bardzo do gustu. Polubiłam ją, jednak nie mogę tu mówić o jakiejś szczególnej sympatii.

Colleen Hoover po raz kolejny odkryła przede mną świat dylematów, z których żadne wyjście nie wydaje się być dobrym rozwiązaniem. Wręcz przeciwnie, każda droga wydaje się być krzywdząca dla kogoś innego i  to właśnie jest zasadniczy problem rozważany w Maybe someday. Istnieją sytuacje, w których "może kiedyś" zostanie ukrócone już w zarodku, zanim dostanie szansę, aby się rozwinąć, lecz gdy już te szansę otrzyma ''może kiedyś'' stanie się najszczęśliwszą rzeczą na świecie. Jednak, by to zrozumieć, zapraszam do zapoznania się z Maybe someday, bo jest to książka zdecydowanie warta uwagi!
Layken

środa, 23 grudnia 2015

Kim jesteś, Sky? - Joss Stirling

tytuł oryginału: Finding Sky
wydawnictwo: Akapit Press
ilość stron: 280
polska premiera: 26 kwietnia 2013
cykl: Saga o braciach Benedictach (tom1)

"...jesteś moją kotwicą. Trzymasz mnie po właściwej stronie."

Sky Bright doświadczyła w swoim młodym życiu wielu już okropieństw. Jako sześciolatka została zostawiona na ulicy, co pozostawiło na niej trwały ślad. Odtąd szczęście nie było w jej zasięgu, aż do chwili, gdy przygarnęło ją pewne małżeństwo, zastępując jej rodziców i otaczając tym, czego najbardziej potrzebowała - miłością.

Kiedy razem przeprowadzają się do małego miasteczka Wrickenrige, Sky poznaje Zeda, którego postać owiana jest tajemnicą, przez którą dziewczynie udaje się przebić, co na zawsze związuje ze sobą ich losy i może wpędzić w niebezpieczeństwo ich oboje.

Do tej książki podchodziłam z dość dużymi wymaganiami, bo słyszałam o niej dużo pochwał i chyba to w ostateczności spowodowało, że książka Joss Stirling mnie rozczarowała. Naprawdę chciałam polubić tę książkę, ale im dalej brnęłam w ciąg wydarzeń, tym większą miałam pewność, że Kim jesteś, Sky? nie jest po prostu dla mnie.

Musze przyznać, że początek był całkiem niezły. Nawet miałam nadzieję, że rozwinie się z tego coś ciekawego, od czego nie będę mogła się oderwać i co zapamiętam na długo jako genialną książkę. Tak się jednak nie stało. Od momentu, gdzie główna bohaterka zobaczyła Zeda i w jej głowie już pojawiła się myśl o jego niezwykłej urodzie, wiedziałam, że moje nadzieje na dobrą książkę legły w gruzach. Zacznę może od tego, że wątek romantyczny to, moim zdaniem, jakaś pomyłka. Mam na myśli to, że wszystko zadziało się za szybko. Dla tych co czytali - wiem, że to i tak było z góry przesądzone, ale jakaś doza niepewności i zwątpienia przydałaby się temu wszystkiemu, aby wprowadzić trochę realności w samo uczucie tej dwójki.

A sama fabuła? Co do tej mam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony pomysł wydaje się być całkiem interesujący i myślę, że mógłby mi się spodobać, gdyby był trochę umiejętniej poprowadzony. Mam wrażenie, że Joss Stirling nie wykorzystała w pełni potencjału jaki ten pomysł miał. Zabrakło mi też jego genezy. Nie chcę pisać dokładnie czego to dotyczyło, bo musiałabym dać porządny spojler, a nie o to tu chodzi. Po prostu z końcem historii nie znałam odpowiedzi na pytania, które postawiłam sobie w połowie, a dla mnie dobra książka, to taka, która nie pozostawia we mnie uczucia niewiedzy.

Przechodząc do kreacji bohaterów - Sky i Zed to postacie, które hurtem 'produkowane' są przez autorów młodzieżówek. Zwyczajni, szukający miłości, z naturą buntowników, niekiedy irytujący i czasem nazbyt pochopni w swych decyzjach. Nie powiem, żebym pałała do nich jakąś szczególną nienawiścią, ale z drugiej strony niczym mnie nie zachwycili, nie zaskoczyli i pewnie niedługo ich sylwetki zatrą się w mojej pamięci. Jednak pomimo tego, mogę przypiąć im etykietkę z napisem 'lubię, ale nie uwielbiam!'.

Być może jestem już za 'stara' na tego typu książki, bo historia Sky i Zeda wywarła na mnie wrażenie ckliwej i zbyt słodkiej. Nie mam nic przeciwko niczym niezachwianej i dozgonnej miłości do końca świata, ale lubię, gdy w książkach do tego zestawu dodany jest fragment grozy, wystawiający ich uczucie na próbę. Jednak czy polecam Kim jesteś, Sky?? I tak, i nie. Może ta historia wniesie coś do Waszego życia, a może nie pozostawi po sobie nic. Wychodzę jednak z założenia, że każda, nawet najgorsza książka zasługuję na szansę, a powieść Joss Stirling zdecydowane najgorsza nie jest. Jeżeli więc nie macie nic przeciwko typowym i przeciętnym młodzieżówkom to sięgnijcie po tę książkę, a nóż Wam się spodoba!
Layken

niedziela, 20 grudnia 2015

Książkowe nowości [styczeń]

Nowy rok się zbliża, a więc nie może zabraknąć towarzyszących mu nowości książkowych! Jesteście ciekawi, co takiego przyniesie nam styczeń? Zapraszam!

polska premiera: 13 stycznia 2016
wydawnictwo: W.A.B.
Czytałam tylko pierwszy tom, ale czeka już na mnie drugi, który mam nadzieje będzie dotrzymywał poziomu pierwszemu, bo historia napisana tam przez Colleen Hoover chwyta za serce i daje do myślenia, dlatego chciałabym przeczytać równie dobrą kontynuacje. Ta dziewczyna jest trzecim tomem i w sumie jestem ciekawa, co się tam znajdzie i jak udało się przedstawić tę historię w trzech tomach.



polska premiera: 13 stycznia 2016
wydawnictwo: YA!
Na pierwszy rzut oka książka wydaje się być bardzo ciekawa, a szczególnie dlatego, że występuje w niej motyw podróży w czasie, który w książkach po prostu uwielbiam! Zobaczymy jak to będzie za drugim 'rzutem', ale już teraz książka wędruję na moją listę 'chcę przeczytać', a mnie pozostaje mieć nadzieję, że z portfela uda się wyskrobać na nią pieniądze!




polska premiera: 13 stycznia 2016
wydawnictwo: Feeria Young
Niedawno przeczytałam pierwszy tom i jestem niesamowicie szczęśliwa, że już niedługo premierę będzie miał drugi, bo jestem naprawdę ciekawa, jak dalej potoczą się losy Sloane i Jamesa, a z opisu wynika, że możliwy jest chyba każdy scenariusz! Oby tylko Kuracja samobójców była tak dobra, jak jej poprzedniczka, a będę usatysfakcjonowana!




polska premiera: 13 stycznia 2016
wydawnictwo: Galeria Książki
Chyba nigdy nie czytałam książki, której rzeczywistość wykreowana jest w świecie zamieszkanym przez Trolle (kimkolwiek są), więc myślę, że może to być coś świeżego, co wprowadzi trochę różnorodności w powtarzających się ciągle schematach. Opis jest na tyle intrygujący, że z chęcią sięgnęłabym po Porwaną pieśniarkę :>




polska premiera: 13 stycznia 2016
wydawnictwo: Feeria Young
Ta książka wydaje się różnić od tych, po które sięgam zazwyczaj. Sądzę, że jest jedną z tych, które można zaliczyć do młodzieżowych horrorów, o których niedawno przekonałam się, że nie są wcale takie złe. Ciekawi mnie ta pozycja, a okładka dodatkowo sprawia, że mam ochotę przeczytać Złe dziewczyny nie umierają.




polska premiera: 19 stycznia 2016
wydawnictwo: Amber
Kłamstwa o prawdzie wydają się być takim typowym odzwierciedleniem powieści New Adult, co tak szczerze, nawet mi się podoba. Lubię ten gatunek, a choć nie lubię schematów, to mam przeczucie, że ta książka, będzie miała w sobie coś wyjątkowego.





Layken

czwartek, 17 grudnia 2015

Wypowiedz jej imię - James Dawson

tytuł oryginału: Say Her Name
wydawnictwo: YA!
ilość stron: 270
polska premiera: 3 czerwca 2015

Za życia samotna, odizolowana i strachliwa dziewczyna, a po śmierci budząca grozę i przerażenie zjawa - Krwawa Mary.

W szkole dla dziewcząt, podczas Halloween, uczniowie postanawiają sprawdzić czy legenda o duchu dziewczyny zjawiającej się w lustrze jest prawdziwa. Żadne z trójki śmiałków z początku nie wierzyło, iż cokolwiek może się wydarzyć, ale z każdym dniem, każdą godziną i sekundą mijającą od Halloween wiadome staje się to, że w opowieściach o Krwawej Mary, nie wszystko zostało wyssane z palca.


Od pół roku zabierałam się do tej książki. Kiedy tylko ujrzałam ją w zapowiedziach zainteresowałam się historią opisaną przez Jamesa Dawsona, bo ciekawiło mnie jak przedstawił powszechnie znany już mit, z którym można by zrobić dosłownie wszystko. I teraz, gdy wreszcie mam Wypowiedz jej imię za sobą, mogę powiedzieć na pewno, że jest to jedna z tych książek, której fabuła jest przemyślana fantastycznie.

Zaczynając od samego zawiązania fabuły, właściwie przekonana byłam, że będzie to kolejna młodzieżówka jakich wiele, bo już pojawił się niesamowicie przystojny chłopak wzbudzający dreszcze na plecach głównej bohaterki. Jednak gdy parę stron dalej doszło już do wywoływania zjawy, ja sama poczułam dreszcze. Następnie wszystko potoczyło się jak lawina i już  mnie nie było. Przez calutkie sześć godzin byłam jak w bańce mydlanej skupiona tylko i wyłącznie na rzeczywistości wykreowanej przez Jamesa Dashnera, która (jak na horror przystało) w pewnych momentach autentycznie mnie przerażała.

Jedną z rzeczy, które mi się najbardziej podobały w tej książce, były bardzo detaliczne opisy sytuacji. Każda potworna scena miała idealne odzwierciedlenie w tekście, przez co moja wyobraźnia nie musiała się tyle gimnastykować, abym wyraźnie ujrzała to, co James Dawson chciał mi przekazać. Jednak tym co, urzekło mnie w jego książce był po prostu niesamowity pomysł. To jak autor ze zwykłego mitu, którym straszą się nastolatki stworzył historię, w której wszystko do siebie pasowało i nie doszukałam się niczego wyrwanego z kontekstu, jest naprawdę godne podziwu. Podczas lektury byłam pod wrażeniem historii jaka przydarzyła się Mary Worningthon i tego, jak bohaterowie dążyli do tego, aby ją w całości poznać.

W porównaniu z całą książką najbladziej wypadli właśnie bohaterowie. Nie wyróżniali się niczym i byli przedstawieni w typowym schemacie - przystojniak i nieśmiała dziewczyna chcąca mu zaimponować. Przez całą książkę irytował mnie ten 'wątek romantyczny', który wprowadzony został trochę na siłę, tak, żeby po prostu był. Cała historia wypadłaby równie dobrze albo i lepiej, gdybym nie musiała czytać co jakiś czas, o tym jaki to Cain jest przystojny i nigdy w życiu nie spojrzy nawet na taką istotę jak Bobbie. Lecz pomimo tego cieszyło mnie, że nie byli przerażeni ciążącą nad nimi klątwą i w dalszym ciągu potrafili się śmiać czy żartować z zaistniałej sytuacji.

Jednak czy mimo pozytywnego odbioru tej książki, jestem gotowa ją polecić? Ujmę to tak: Wypowiedz jej imię w niektórych momentach naprawdę potrafiło mnie przestraszyć, a każdy nawet najmniejsze dźwięk w cichym domu powodował natychmiastowe poderwanie moich oczu znad tekstu. Jeżeli więc niestraszne Wam mściwe zjawy to sięgnijcie po tę książkę, bo jest ona naprawdę dobrze skonstruowanym horrorem. Ale jeśli się na to decydujecie to proszę, nie popełniajcie tego samego błędu co ja - nie czytajcie tego w nocy!!
Layken

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Byliśmy łgarzami - E. Lockhart

tytuł oryginału: We Were Liars
wydawnictwo: YA!
ilość stron: 240
polska premiera: 16 kwietnia 2015

Idealna rodzina, idealna miłość, idealne życie, idealne domy i idealna wyspa. To właśnie Sinclairowie. Ale to tylko pozory. Pod otoczką bogatej, niczym nie skażonej, kochającej się rodziny ukryta jest ułuda, chciwość i fałsz. Ludzie z zewnątrz postrzegają ich jako elitę, do której nie ma wstępu nikt inny. Jednak pewni członkowie tej rodziny mają dość tego sztywnego trzymania się wyznaczonych odgórnie zasad, dlatego postanawiają działać. Lecz jakie będą tego skutki?

Ta książka jest absolutnie świetna. Gdy zaczynałam ją czytać, naprawdę nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Powiem więcej: z początku nawet obawiałam się rozczarowania fabułą, stylem i praktycznie rzecz biorąc wszystkim. Koniec końców byłam wprost oczarowana tworem E. Lockhart. A dlaczego?

Zacznę od tego, że po prostu uwielbiam książki, w których obecny jest wątek amnezji jednego z bohaterów, który to musi dociec prawdy na temat swojej utraty pamięci. I tutaj miałam to w całej okazałości. Mogłam wraz z główną bohaterką zastanawiać się nad poszczególnymi, z pozoru nic nieznaczącymi szczegółami, które serwowała nam rodzina Sinclairów. Mogłam przemierzać wyspę Beechwood w poszukiwaniu przygód i wskazówek. Kolejna rzecz to specyficzny styl autorki. Zdania były krótkie, niekiedy rozłożone na kilka akapitów i właśnie ta odmienność całej konstrukcji powieści mnie urzekła. Uwielbiam nietypowe rozwiązania, dlatego bardzo przypadło mi do gustu to, zastosowane przez E. Lockhart.
"Milczenie to warstwa ochronna, zabezpieczająca przed cierpieniem."
Rzeczywistość rozpostarta w tej książce była dla bohaterów swego rodzaju idyllą, odcięciem od całego świata i pławieniem się w luksusach oraz szczęściu. Lecz to wszystko nie trwało wiecznie. Gdy dobre czasy się skończyły, każdy z Sinclairów starał się trzymać w ryzach przez wzgląd na to, co mógł zyskać i co mogło wymknąć mu się spomiędzy palców. Bardzo polubiłam główną bohaterkę, czyli Cadence. Jej zmagania z dojściem do prawdy, której nikt nie chciał wyjawić cały czas trzymały mnie blisko książki i nie pozwalały się od niej oderwać. Dziewczyna okazała się postacią silną i nieprzerwanie dążącą do jasno wytyczonego sobie na początku celu. Nie dla niej było odpuszczanie.
"Zrób to, co boisz się zrobić."
Wiem, że  Byliśmy łgarzami nie wszystkim się spodobało i pewnie jeszcze nie jeden książkoholik po skończeniu tej historii będzie zachodził w głowę, dlaczego w ogóle zaczął to czytać, ale E. Lockhart w mój gust wpasowała się idealnie. To jak przedstawiła historię Łgarzy było naprawdę poruszające. Poczynając od samego wprowadzenia do fabuły, a na samym jej rozwiązaniu kończąc. Sposób w  jaki wszystkie niepozorne wątki w końcu połączyły się ze sobą, tworząc spójną całość jest naprawdę godny podziwu. Osobliwy klimat, okrywający całą historię dodał jej tego czegoś, czego nie potrafię do końca nazwać i zidentyfikować, ale wiem, że właśnie dzięki temu Byliśmy łgarzami wkradło się przebojem na listę moich ulubionych książek.

E. Lochart poruszyła w tej historii wiele różnych tematów, takich jak akceptacja, rasizm, miłość i dojrzewanie. Byliśmy łgarzami to książka z przesłaniem, które adekwatne jest do naszej rzeczywistości. Z kart powieści wyłania się myśl, że pieniądz może zniszczyć dosłownie wszystko. To co kochasz, może zostać Ci odebrane przez wszechwładzę bogactwa, a Ty nawet tego nie zauważysz.
Layken

czwartek, 10 grudnia 2015

Darmowe książki dla Blogerek!



Wydawnictwo Wymownia przygotowało akcję, do której zaprasza wszystkie chętne Blogerki!

"Jesteśmy wydawnictwem z pasją i chcielibyśmy podzielić się z Tobą nie tylko naszym zamiłowaniem do książek, ale również naszymi książkami. I to zupełnie za darmo. Jeśli zainteresuje Cię nasza inicjatywa, będziesz otrzymywać na swój adres mailowy ebooki i audiobooki zupełnie za darmo. Maile będziemy wysyłać regularnie, co pewien czas, byś mogła znaleźć dla siebie coś wśród literatury, którą Ci zaproponujemy. Książki pochodzić będą z naszego wydawnictwa oraz z pozycji literackich dostępnych w domenie publicznej."

Jeżeli jesteście zainteresowane ta akcją tak samo jak my to zapraszamy po więcej informacji, które znajdziecie po tym linkiem -> http://wymownia.pl/darmowe-ebooki-dla-blogerek/!!

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Plaga samobójców - Suzanne Young [BOOK TOUR]

tytuł oryginału: The Program
wydawnictwo: Feeria Young
ilość stron:456
polska premiera: 23 września 2015
cykl: Program (tom1)

Świat, w którym  udawanie to codzienność. Świat, w którym chwilowa słabość przesądza los. Świat, w którym istnieje coś gorszego od śmierci. Świat, w którym mogą pozbawić Cię wspomnień. To właśnie świat Sloane Barstow.

Gdy straszliwa epidemia, pod postacią masowych samobójstw nastolatków, zbiera swoje żniwa, każdy dorosły bacznie wypatruje chociażby najmniejszej oznaki sugerującej zarażenie kolejnej osoby. A gdy dostrzeże ją właśnie w Tobie, nie będzie litości. Zostaniesz oznakowany i odesłany do udziału w Programie, gdzie zniszczą to, co kiedyś było Tobą i zbudują Cię od nowa. Nie będziesz miał już nic. 

Brat Sloane zachorował i popełnił samobójstwo. A teraz ona jest w grupie podwyższonego ryzyka. Jednak dokładnie wie, co ma robić. Nie może dopuścić do tego, by ktoś zauważył coś, czego nie powinien. Sobą może być tylko przy swoich przyjaciołach, którzy wiedzą co to znaczy być posłanym na leczenie. Jednak gdy wszystko zaczyna sypać się jak domek z kart, Sloane zaczyna walkę o to, co kocha nade wszystko, o swoją przeszłość i o samą siebie.

Zanim jeszcze Plaga samobójców trafiła w moje ręce, absolutnie nic nie zapowiadało tego, że ta książka okaże się tak dobra! Gdy tylko moje oczy padły na tekst, zrozumiałam, że ta historia całkowicie mnie pochłonie. I tak też się stało. Wszystko inne zeszło na boczny tor. Ten czas, w którym pochłonięta byłam lekturą, gospodarowałam tylko i wyłącznie pod jej dyktando. Nie chciałam, by coś przeszkodziło mi w całkowitym i szybkim poznaniu Plagi samobójców, bo należę do ludzi niezbyt cierpliwych, a książki takie jak ta, jeszcze bardziej tę niecierpliwość pobudzają.

Pomysł Suzanne Young na fabułę jest wielce oryginalny. Nie spotkałam się jeszcze nigdy z takim tematem. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że można by samobójstwa upchnąć pod etykietę epidemii. I muszę przyznać, że już w trakcie czytania, bardzo mi się to spodobało. Widać było, że autorka wszystko po kolei dobrze sobie przemyślała i pieczołowicie wykonała, tak aby każdy, nawet najmniejszy szczegół nie był wyrwany z kontekstu i by dopełniał całości.

Postacie, które miałam okazję poznać w Pladze samobójców nie wyróżniły się niczym w moich oczach, ale też nie zawiodłam się na nich i nie popsuły całości. Były po prostu takim typowym odzwierciedleniem dystopijnych bohaterów z dopasowanymi do swojej rzeczywistości cechami. Mimo takiego typowego dla młodzieżówek schematu, który określał każdego z nich, naprawdę  polubiłam wszystkich razem i każdego z osobna. Główna postać, czyli Sloane, została naprawdę okrutnie doświadczona przez los. I nie chodzi tu tylko o stratę bliskiej osoby. To wszystko z czym musiała się zmagać było naprawdę okropne. Musiała pozostać silną i umiejącą stawić czoła nawet tym, którzy tak naprawdę powinni ją chronić, a przy których nie mogła pozwolić sobie na nic więcej prócz wymuszonego uśmiechu, na znak, że wszystko gra.

Jestem przeogromnie szczęśliwa, że miałam okazję przeczytać Plagę samobójców, bo jest to książka z pozoru taka jak wszystkie, ale gdy się człowiek w nią zagłębi, zrozumie, że niesie ona ze sobą pewną wyjątkowość, której żaden zapalony mol książkowy nie powinien przegapić.
Layken

Tę książkę przeczytałam dzięki akcji Book Tour zorganizowanej przez Natalię z bloga Książkowe kocha, nie kocha (jedynemu blogowemu patronowi książki) oraz Wydawnictwu Feeria Young

czwartek, 3 grudnia 2015

Opposition - Jennifer L. Armentrout

tytuł oryginału: Opposition
wydawnictwo: Filia
ilość stron: 398
polska premiera: 28 października 2015
cykl: Lux (tom5)

Jeżeli nie czytałeś, drogi czytelniku poprzednich tomów serii Lux, to omiń proszę opis, ponieważ są tam spojlery, których na pewno nie chciałbyś przeczytać!

Stało się. To, o czym ludzie rozprawiali przez wieki w końcu zostało potwierdzone. Kosmici naprawdę istnieją, a teraz przybyli na Ziemię, aby nas zabić i przejąć władzę nad naszą planetą. Luksjanie żyjący na Ziemi nie mają innego wyjścia - są zmuszeni dołączyć do tych przybyłych z kosmosu i stanąć po ich stronie. Inaczej czeka ich tylko śmierć. 

Katy wie, że losy całego świata zależą teraz od łaski i niełaski Luksjan. Bezlitosnych i nieludzkich Luksjan, którzy nie przejmują się 'czymś' tak słabym jak człowiek. Ludzie giną jeden za drugim, a strach nie pozwala pozostałym normalnie żyć. Dobre czasy się skończyły. Nadeszły czarne dni niepewności i niepokoju. Dziewczyna i jej przyjaciele chcą pokonać nowo przybyłych i zakończyć to co ci zaczęli. Przy takim planie jedyną możliwą opcją może okazać się zasada - "Wróg mojego wroga, jest moim przyjacielem."

To już koniec. Ostatni tom serii, którą absolutnie kocham już za mną. Przez ostatnie półtora roku moje życie składało się z czekania na kolejne tomy serii Lux i niecierpliwości z tym związanej. I jak tu teraz żyć bez ciągłego sprawdzania w internecie czy już może pojawiła się data premiery kolejnego tomu? To naprawdę smutne. I chociaż Opposition pojawiło się już miesiąc temu, a ja musiałam każdą poprzednią część przeczytać zaraz po premierze, tak teraz zwlekałam. Zwlekałam, bo miałam świadomość tego, że przeczytam tę książkę po raz pierwszy tylko raz. I tylko ten jeden jedyny raz wszystko będzie dla mnie nowe, niesamowite i zaskakujące. Ale czy Opposition było warte tego czekania?

Sama do końca nie wiem. Po zakończeniu Originu - poprzedniego tomu - spodziewałam się wielkiej bomby, której tak do końca nie dostałam. Nie mówię jednak, że ostatni tom nie podobał mi się, bo bynajmniej tak nie było. To jest kwestia tylko i wyłącznie tego, że oczekiwałam czegoś więcej. Ale nie zmienia to faktu, że finał serii jest niesamowity! Już od początku pędzące wydarzenia porwały mnie w samo centrum. Tam, gdzie rozgrywały się losy bohaterów i całego świata. Tam, gdzie miłość mieszała się ze strachem. Tam, gdzie życie przyćmiewała śmierć. Uwielbiam panią Armentrout za to, co robi w swoich książkach i za emocje, które towarzyszą mi podczas lektury.

W tej części klimat był nieco mroczny, za sprawą wszechobecnej śmierci, która groziła każdej żywej istocie. W niektórych sytuacjach dało się czuć niemoc, która ogarniała bohaterów, bo nie mieli oni wypływu na okropieństwa przydarzające się im bez ustanku. Dzięki niesamowitemu doświadczeniu i umiejętnościom pani Armentrout, mogłam idealnie wyobrazić sobie dowolną scenę i każdy najmniejszy szczegół, niezbędny do pojęcia całości; poczuć emocje i te złe, i te dobre. Czytałam i czytałam, nie chcąc dotrzeć do końca, ale jak to we wszystkim bywa ten koniec musiał kiedyś nadejść. Ale czy był on idealny? Na miarę finału?

Powiem tak: nie jestem w pełni usatysfakcjonowana, ale też nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam. Jeżeli mam spojrzeć na to tylko i wyłącznie swoimi oczami, to muszę stwierdzić, że czegoś mi w nim zabrakło. Odczuwam lekki niedosyt, bo mam wrażenie, że Jennifer L. Armentrout nie wykorzystała do końca wszystkiego, co pozostało jej w zanadrzu. Gdy wspominam zakończenia poprzednich części, to wrażenie jeszcze bardziej wzrasta. Z drugiej jednak strony, nie wiem, czy coś innego nie zepsułoby rzeczywistej koncepcji. Chociaż mimo to myślę, że zmodyfikowałabym parę drobiazgów na miejscu autorki. Ale jak wyżej, jest to tylko moje osobiste wrażenie i absolutnie nie umniejsza to w żadnym stopniu tej książce.

Seria Lux już się skończyła, ale ja żadnym razie nie mam zamiaru z nią kończyć. Uwielbiam świat wykreowany przez panią Armentrout i nie wyobrażam sobie by Katy i Daemon zniknęli z mojego życia wraz z finałem serii, dlatego  zamierzam wracać i wracać, i wracać do tych wspaniałych książek jak długo będzie możliwe.
Layken

poniedziałek, 30 listopada 2015

Książkowa Sztuka Book Tag

 Do tego tagu nominowała nas Dobraksiazka1! Zapraszam!

1. Najładniejsza okładka pojedynczej książki.
Mimo, że nie lubię okładek filmowych, to okładka "Love Rosie" bardzo mi się podoba, główniej dlatego, że jest tam Lily Collins, którą uwielbiam, ale także ma ona piękną kolorystykę.



2. Najbrzydsza okładka pojedynczej książki.
Myślę, że nie muszę tego komentować.


 
3. Najładniejsze okładki serii.
Moim zdaniem, najładniejsze okładki mają dwie serie, a mianowicie "W otchłani" oraz rywalki, natomiast jeśli miałabym zdecydować się na jedną, wybrałabym "W otchłani", gdyż uwielbiam motywy kosmosu.

 

4. Najbrzydsze okładki serii.
Nie lubię takich szarych, smutnych okładek, więc wybrałam cykl powieści Thomasa Sniegoskiego "Upadli".



5. Okładka zapadająca w pamięć.
Hmm, okładki serii "Rywalki", a najbardziej tomu pierwszego, ponieważ uwielbiam kolor niebieski.


6. Okładka niepasująca do treści.
Niestety, albo może powinnam napisać na szczęście nie spotkałam się z okładką, która nie pasowałaby do treści, a przynajmniej nie pamiętam abym na takową trafiła.

7. Strony białe czy żółte?
Białe

8. Strony cienkie czy grube?
Nie jestem pewna co autorka pytania ma na myśli, gdyż nie zwracam szczególnej uwagi na grubość stron i niestety nie mam pojęcia czym różni się cienka strona od grubej.

9. Okładka miękka czy twarda?
Zdecydowanie miękka.

10. Najlepsze wydawnictwo?
Trudny wybór, gdyż jest tak wiele świetnych książek z różnych wydawnictw, więc podam po prostu wydawnictwo moich ulubionych dwóch serii autorstwa Cassandry Clare, wydawictwo MAG.

Shadow 

czwartek, 26 listopada 2015

Zwodniczy punkt - Dan Brown


tytuł oryginału: Deception Point
wydawnictwo: Sonia Draga
ilość stron: 528
polska premiera: 30 sierpnia 2011

Pewnie słyszeliście o twórczości Dana Browna, ale pod innymi tytułami niż ten dzisiejszy. Ja też o niej słyszałam i to bardzo dużo dobrego. Wiem też, że filmy na ich podstawie cieszą się dużą popularnością, lecz sama żadnego nie oglądałam. Po którymś już razie, kiedy to byłam świadkiem rozmowy na temat tych filmów, postanowiłam zapoznać się z Danem Brownem, oczywiście mając na myśli jego książki. Z tego powodu udałam się do księgarni, aby zaopatrzyć się w egzemplarz jednej z jego najpopularniejszych książek, ale jak się okazało tej nie było. Z tego względu, iż nie chciałam wychodzić bez książki Browna w ręku przejrzałam inne tytuły opatrzone jego nazwiskiem i tak trafiłam na Zwodniczy punkt. Zainteresował mnie on opisem, jednak jakiegoś większego szału nie było, zatem bez większego entuzjazmu ruszyłam do kasy.  Muszę się przyznać, że strasznie długo zabierałam się za tę książkę, bo przerażała mnie ciut jej grubość. Oczywiście nie mam problemu z grubymi tomami, jednak Zwodniczy punkt jest takim typem literatury, którego zwykle nie czytam, więc bałam się, że po portu nie podołam. Jednak gdy przyszło co do czego, nie mogłam się oderwać.

NASA lokalizuje meteoryt zamarznięty w lodowcach Arktyki. Biały Dom chce skutecznie zatuszować całą sprawę, więc pod osłoną wielkiej tajemnicy wysyła tam Rachel Sexton, aby przyjrzała się z bliska próbom wydobycia kosmicznej skały.  Nie jest to wcale łatwe i przyjemne jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać, bo liczne szczegóły, które ze sobą nie współgrają i próba pozbawienia jej życia skutecznie psują ten wyjazd. Czy to co spoczywa głęboko pod lodem, to faktycznie meteoryt? Jakie intrygi zrodziły się pod dachem Białego Domu?

Fabuła tej książki odbiega nieco od moich standardów, czyli głównie młodzieżówek. To jest zupełnie coś innego. Powiedziałabym, że to bardziej sensacja, bo nie potrafię przypasować tego tematu do innej kategorii. Jeżeli więc sensacja, to zapewne każdemu w głowie świta już myśl, iż nieustannie dzieje się coś wartego uwagi i w istocie tak było, jednak ja bałam się, że mimo to nie podołam tej książce, bo było to moje pierwsze spotkanie z tego typu literaturą. Moje obawy były jednak niepotrzebne, ponieważ wir zdarzeń porwał mnie z miejsca i czytanie Zwodniczego punktu stało się dla mnie przyjemnością. Znalazłam tam to co najbardziej w książkach cenię - liczne zwroty akcji, zagadki, tajemnice. Było tego tyle, że do teraz zastanawiam się jak Danowi Brownowi udało się złożyć to w spójną całość. Jestem pod jego wielkim wrażeniem. Tą jedną powieścią przekonał mnie do swojej twórczości i pokazał, że jest wielkim pisarzem.

Fabuła była, że tak powiem, bardzo mądra. Mam tu na myśli to, iż nie znalazłam tam niczego banalnego. Podczas czytania wiedziałam już, że Brown włożył niesamowitą ilość pracy w powstanie tej książki. Nie wiem czy sam wiedział to wszystko, co przypuszczam, że wiedzą studenci nauk ścisłych razem wziętych, czy może w jego głowie narodził się zarys pomysłu, a informacje potrzebne zbierał wśród dobrych znawców. To jest jednak nieważne, bo jak wyżej wspomniałam, znakomicie mu to wyszło.

Bohaterami byli ludzie dorośli. Zwykle czytam książki, gdzie główne skrzypce grają nastolatki, a tu miałam przyjemność śledzić bieg wydarzeń z perspektywy dojrzałych już ludzi. Jasne, różnica jest we wszystkim (no może nie do końca), ale naprawdę mi się to spodobało. Rachel to trzydziestolatka bez męża , bez dzieci, zajmująca się głównie karierą. Dla niej zdarzenia toczą się bardzo niekorzystnym torem, ale jestem pod wrażeniem tego, jak wybrnęła z licznych opresji. Gdy było już naprawdę źle i nawet doświadczeni naukowcy się poddali, ona ratowała i siebie, i ich. Jest osobą bardzo odważną i zdeterminowaną. Uparcie dąży do celu i, co najważniejsze, ma głowę na karku.

Zwodniczy punkt to książka przede wszystkim o przetrwaniu, ale znajdziemy tu też element pościgu i dobrego thrillera. Co zadziwiające jest tam także wątek romantyczny, ale nie przesłania on całości. Powiedziałabym, że jest nawet bardzo poboczny i pojawia się z końcem książki, co dla przeciwników romantyzmu w książkach jest naprawdę idealnym posunięciem. Gdy akcja rozkręci się już na dobre, napięcie zaczyna sączyć się z każdej strony i tak jest aż do końca. Zwodniczy punkt spodoba się miłośnikom nieustępującej i zaskakującej akcji. Polecam Wam gorąco tę książkę, bo uważam, że tak złożona fabuła  praca jaką Dan Brown włożył w tę pozycję, jest naprawdę warta zauważenia i poznania.

 Layken



poniedziałek, 23 listopada 2015

Liebster Blog Award #9 #10

Oto kolejne nominacje! Za pierwszą z nich serdecznie dziękujemy Oli z bloga Pomiędzy książkami
 :>
1. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Hmm, zawsze kiedy ktoś zada mi to pytanie, przychodzi mi do głowy milion myśli, ale nic nie jest na tyle ważne, aby dostało miano największego marzenia, więc myślę, że po prostu chciałabym być zawsze szczęśliwa i zdrowa, nic mi więcej nie potrzeba.

2.Z którym bohaterem utożsamiasz się najbardziej?
Trudne pytanie, gdyż każdy bohater ma jakąś cechę, która mi się nie podoba, a za to wiele bohaterów ma takie, które świetnie opisują mnie samą. Jednak najbardziej bliska memu sercu jest Tessa z "Diabelskich maszyn", gdyż jest inteligenta, wrażliwa, roztropna, miła. Wybrałam nawet imię przy bierzmowaniu Teresa, częściowo z myślą o niej.

3.Jesteś optymistą, pesymistą czy może realistą? 
Raczej realistą, chociaż to zależy od sytuacji.

4.Od czego jesteś uzależniony? 
Od książek i niestety od telefonu lub jak kto woli od kontaktowania się bez przerwy z innymi osobami , bo telefon sam w sobie nie jest mi potrzebny. 

5.Kto jest Twoją fikcyjną miłością?
Jeśli liczy się serial  (nie czytałam książek) to Damon z "Pamiętników Wampirów" <3
A jeżeli tylko książki to Jace z "Darów Anioła". 

6.Jakie masz zainteresowania poza czytelnictwem?
Piłka nożna, jazda na rowerze, muzyka :)

7.Dopasuj do 3 książek po 1 utworze muzycznym, który kojarzy Ci się z tymi powieściami.
"Miasto szkła" - "Give me love" Ed Sheeran
 "Hopeless" - "Obiecuję Ci" Buka, Rahim ft. Natalia Nykiel
"Obsydian" - "Zielone ufoludki" Fasolki (tak, nie mam pomysłu) XD

8.Kim chciałeś zostać, gdy byłeś mały?
Trochę tego było. Raz weterynarz, potem aktorka czy piosenkarka, fryzjerka i tak co tydzień coś innego :D

9.Jakiej muzyki słuchasz?
Różnie, ale przeważnie rap.

10.Czy płaczesz na książkach?   
Zależy jakich, ale zdarza się.
   
11.Dlaczego założyłeś bloga? 
Ponieważ poprosiła mnie o to kuzynka - Layken, więc czemu nie :)
 Shadow

 Kolejna nominacja przybyła od Judyty z bloga House of readers

1.Jaka seria/trylogia nie podobała Ci się na tyle, że nie sięgnęłaś po kontynuację?
 Od razu przyszedł mi na myśl Więzień labiryntu. Nie t, ze mi się nie podobał, ale powiedzmy, że jakoś nie czułam potrzeby sięgnięcia po kolejne części. Chociaż sądzę, że wkrótce po nie sięgnę, tak z ciekawości.

2.Wymień 3 rzeczy, których utrata byłaby dla Ciebie bardzo bolesna. 
Książki - nie wiem, czy mogę zaliczyć je jako jedną rzecz, ale chybabym się załamała, gdyby mi je ktoś odebrał.
Komputer - chyba nie przeżyłabym bez dostępu do bloga,  sportowych faktów i facebooka, który tak na marginesie służy mi ostatnio dość sporadycznie.
 Muzyka - wszystko co robię, czy to jadę autobusem, czy piszę coś na bloga, czy się uczę, czy czytam - ma podkład muzyczny. Nie potrafię robić nic bez słuchawek i i nut ulubionych kawałków z nich płynących.

3.Czy zdarzyło Ci się kiedyś wyżej ocenić ekranizację od książki? 
Nie. Chociaż byłam tego bardzo bliska, gdy obejrzałam Zostań, jeśli kochasz, a potem przeczytałam  książkę, lecz to głównie przez muzykę, która była wprost cudna. I koniec końców pozostawiłam i film i książkę na tym samym poziomie.

4.Czy grasz w jakieś gry komputerowe? 
Nie. Kiedyś grywałam w simsy, ale mój komputer tego nie wytrzymywał, więc dałam sobie spokój. Teraz w sumie nawet nie miałabym na to czasu.

5.Wymień 3 swoje ulubione seriale. 
Przyjaciele - najlepszy serial ever.
Niania - najlepszy serial ever, po polsku.
Drake i Josh - najlepszy serial dzieciństwa! Czemu nie jest już emitowany?? :'c

6.Jaka jest Twoja ulubiona książka? I jakiego aktora/aktorkę widziałbyś w roli głównej, gdyby miała powstać ekranizacja.
Mam od groma ulubionych książek, ale podam jakąś, która nie ma ekranizacji. Niech będzie Obsydian, a w roli Daemona widziałabym Chrisa Hemswortha :>

7. Jaka była najnudniejsza książka jaką czytałaś?
Upadli autorstwa Lauren Kate. Chyba jeszcze nigdy nie wynudziłam się tak podczas czytania książki...

8. Czy zdarzyło Ci się zarwać noc czytając jakąś powieść? Jeśli tak to jaką?
Miało to miejsce dokładnie raz, a powodem tego było fenomenalne Hopeless.

9. Czy kiedykolwiek podobało Ci się jakieś opowiadanie na tyle, że pragnęłaś przeczytać kontynuację w postaci pełnowymiarowej książki?
Może nie jest to opowiadanie, ale zaczątek książki, że tak powiem. Dziewczyna zamieszczała kolejne rozdziały swej historii na blogu, który przypadkowo odkryłam i moim zdaniem to opowiadanie ma absolutne predyspozycje do stania się książką, tylko szkoda, że z drugą częścią coś nie wypaliło....

10. Gdybyś wygrała 100 milionów złotych co byś zrobiła?
Chyba nie będzie to zaskoczeniem, jeśli odpowiem, że kupiłabym książki?

11. Jakie jest Twoje ulubione przysłowie?
 Tak szczerze, to nie mam ulubionego przysłowia, więc pozostawię to pytanie bez odpowiedzi :p
Layken
NOMINACJE
medycy-nie-gesi.blogspot.com
suomianne.blogspot.com
ich-perspektywy.blogspot.com
blondie-in-wonderland.blogspot.com

PYTANIA
1.Czy kiedykolwiek książka wciągnęła Cię na tyle, że zapomniałaś o czymś absolutnie ważnym? 
2.Czy była kiedyś w Twoim życiu lektura, która mimo początkowych niechęci bardzo Ci się spodobała?
3.Jaka jest największa suma, którą wydałaś na książki, za jednym razem?
4.Czy ktoś z Twojego otoczenia wie, że prowadzisz książkowego bloga? Kto?
5.Żałowałaś kiedykolwiek, że dołączyłaś do blogerów?
6.Masz jakieś zainteresowanie czy hobby, któremu poświęcasz tyle samo (a może więcej?) czasu, co książkom?
7.Czego najbardziej żałujesz?
8.Jaka była najbardziej zawstydzająca sytuacja w Twoim życiu?
9.Lubisz wątki romantyczne w książkach?
10.Masz coś, co wyróżnia Cię spośród tłumów?
11.Co byś zrobiła, gdybyś spotkała swoją ulubioną postać książkową?


 
 

czwartek, 19 listopada 2015

Black Ice - Becca Fitzpatrick

tytuł oryginału: Black Ice
wydawnictwo: Otwarte
ilość stron: 400
polska premiera: 5 listopada 2014

   Czy jest to książka, jak każda książka dla nastolatek? Można by stwierdzić, że tak, gdyż jest w niej mnóstwo problemów nastoletniego życia jak chłopaki, przyjaźń, plotki, wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i inne sprawy życia codziennego każdej dziewczyny. Lecz jest to także coś więcej. Autorka Becca Fitzpatrick, mimo że na początku książki, wprowadza nas w świat zwyczajnej dziewczyny, która wyjeżdża odpocząć, kilkanaście stron dalej, przedstawia nam, iż taki zwyczajny wyjazd może przerodzić się w mrożący krew w żyłach koszmar.

   Britt to nic nie wyróżniająca się z tłumu nastolatka, jak na przykład ja i myślę, że jak większość czytelniczek tego typu powieści. Wreszcie nadszedł czas, gdy może wybrać się na swoją pierwszą, wymarzoną wyprawę w góry, wraz z przyjaciółką, która nie jest przekonana do chodzenia po górach. Dziewczyny otrzymują informację, że wybiera się z nimi brat najlepszej kumpeli Britt, który jednocześnie jest byłym chłopakiem głównej bohaterki. Ta informacja kompletnie załamuje dziewczynę, lecz ta nie poddaje się i zamierza udowodnić swojej dawnej miłości, że pokona drogę, którą wyznaczyła sobie jako swoją wędrówkę.
   Gdy przyjaciółki znajdują się w górach, rozpętuję się burza śnieżna, która przysypuję drogę, a one nie mając możliwości dalszej jazdy, są zmuszony, by poprosić o schronienie w chatce dwóch przystojnych mężczyzn. Nieprawdopodobnie i na nieszczęście dziewczyn okazuję się, że nieznajomi są poszukiwanymi, groźnymi przestępcami. Myślą, że Britt doskonale zna te góry i jako ich zakładniczka ma za zadanie wyprowadzić ich z gór, co zwróci jej wolność.

   Od razu napiszę, że bardzo się cieszę, iż Layken poleciła mi tę książkę, gdyż był to traf w dziesiątkę. Mimo że pierwsze kilkanaście czy kilkadziesiąt kartek nie były zbyt pociągające, to kolejne strony, prawie że dosłownie pożerałam wzrokiem. Powieść ta zawiera wszystko co powinna zawierać nieprzeciętna powieść dla nastolatek. Nie jest ona przewidywalna. Oczywiście, niektóre wątki są do przewidzenia, gdyż myślę, ze to trudne napisać książkę, w której nie dałoby się przewidzieć ani jednego najdrobniejszego szczegółu, ale ja za każdym razem, gdy poszczególne sytuacje nabierały jasności, myślałam sobie "jak to?!". Jest napisana w takim stylu, że bardzo szybko się ją czyta, nie nudzi i nie doprowadza do stanu, kiedy mamy dość i chcemy odłożyć książkę, aby zacząć czytać coś bardziej interesującego, wręcz przeciwnie, pochłania tak, że nie łatwo jest przestać ją czytać przed skończeniem, także polecam zrobić zaplanowane ważne rzeczy, a potem zabrać się za to dzieło.

   Czym byłaby powieść młodzieżowa, gdyby nie było w niej wątku miłosnego? Tak więc i w tej pozycji owego nie zabrakło. Oprócz niedojrzałego i nieodwzajemnionego zauroczenia Britt starszym bratem jej przyjaciółki, w książce spotykamy jeszcze jedno rodzące się silne uczucie. Pomiędzy kim nie zdradzę, lecz mogę powiedzieć, że jest to piękna miłość, kończąca się jak to zwykle bywa w takich opowieściach happy endem i mimo że często irytuje mnie to, iż prawie każda książka ma szczęśliwe zakończenie, to w takich przypadkach cieszę się, że właśnie tak, a nie inaczej się to skończyło, ponieważ ci bohaterowie na to zasługiwali.

   A propos bohaterów... Postać Britt, czyli głównej bohaterki bardzo mi się spodobała. Irytowało mnie w niej tylko to, iż tak naiwnie zachowywała się w stosunku do Calvina -  jej byłego chłopaka, mimo że on ją kompletnie olewał, ale na szczęście w pewnym momencie przejrzała na oczy. Britt była kreatywna, odpowiedzialna, odważna, bystra, wiedziała jak zachować się w każdej sytuacji i nic nie mogło jej zaskoczyć. Jej absolutnym przeciwieństwem była jej najlepsza przyjaciółka Korbie. Była, że tak powiem, typową nastolatką. Interesowały ją tylko plotki, chłopaki i dobra zabawa. Była rozpieszczona, nieodpowiedzialna i zbyt słaba by przetrwać w górach. Kolejnym bohaterem, jaki zostaje nam przedstawiony przez panią Fitzpatrick jest wspomniany przeze mnie już wcześniej Calvin. Współczuję mu, gdyż miał trudne dzieciństwo, przez swojego ojca, lecz to nie usprawiedliwia jego zachowania wobec Britt. Mogę tylko powiedzieć, że jest z niego niezłe ziółko, a dlaczego? Zapraszam do czytania!
   Ostatnimi postaciami, o których mogę coś napisać są dwaj przystojni nieznajomi spotkani w górach. Nie przytoczę ich imion, gdyż byłby to spojler. Napisze jedynie, że jeden jest totalnym przeciwieństwem drugiego i oboje zaskakują tak samo bardzo.

   Podsumowując wszystko, jeśli lubisz powieści młodzieżowe jak i książki z nutką kryminału, sięgaj czym prędzej po Black Ice! Obiecuję, że się nie zawiedziesz, gdyż świat, który możemy zobaczyć dzięki autorce, tego dzieła dogłębnie pochłania i nie pozwala na chwilę odetchnienia, póki nie przeczytasz ostatniej litery ostatniego słowa!
 Shadow
  
  

poniedziałek, 16 listopada 2015

Tagged Book TAG

Do tego tagu nominowała nas Magda z bloga Przystanek Bookstock za co bardzo dziękujemy! :>

Albo Albo Book TAG, czyli książka, co do której nie możesz się zdecydować, czy Ci się podobała, czy nie.
Takie właśnie mieszane uczucia mam do książki L. J. Smith "Świat nocy" tom 1, gdyż jest to zbiór krótkich opowiadań i tak jak bardzo podobało mi się pierwsze z nich, tak dwa pozostałe niezbyt przypadły mi do gustu i właściwie już nie pamiętam o czym one były.

Coffee Book TAG, czyli książka dla koneserów.
Hmm, myślę, że pasowałaby tutaj któraś z powieści Kinga.

My Little Pony Book TAG, czyli książka dla dzieci, z którą zapoznałeś się dopiero niedawno.
"Doktor Dolittle", jako że była to lektura szkolna mojej młodszej siostry. :D


Social Media Book Tag, czyli bardzo znana książka, na punkcie której wiele osób ma bzika.
Myślę, że Harry Potter, za którym osobiście nie przepadam. 

Disney Book TAG, czyli książka, do której wszyscy oprócz Ciebie mają jakiś sentyment.
I tutaj ponownie wymieniłabym Harry'ego Pottera. 
 
Polscy Booktuberzy Book TAG, czyli książka/seria, która ma dużo bohaterów.
Seria "Wybrani" ma tak wielu bohaterów, że już nie pamiętam kto był kim i i mion większości z nich. 

Book TMI Book TAG, czyli książka, która jest długa, a mimo to przeczytałeś ją w mgnieniu oka.
"Miasto kości" to książka, którą przeczytałam najszybciej ze wszystkich, a przeczytałam ją w niecałe dwa dni, mimo że liczy 512 stron. 

Zombie Apocalypse Book Tag, czyli książka, która teoretycznie powinna być straszna, ale ciebie nie przestraszyła.
Hm, niestety nie mam typu do tej kategorii, ponieważ nie czytuję książek z gatunku horror, a przynajmniej na razie nie miałam okazji takiej przeczytać. (Jeśli jakieś polecacie, możecie napisać w komentarzu. ;))

7 deadly sins Book TAG, czyli książka, której bohater ma coś na sumieniu.
Pierwsza książka, o której pomyślałam to "Testy", lecz nie będę pisać z jakiego powodu, gdyż nie chcę nikomu zaspojlerować. ;)

Big book Book TAG, czyli książka, której bohater zmaga się z otyłością.
Chyba nie czytałam takiej książki.

Tagged Book TAG, czyli nominuję kilka osób:
Shadow
 

czwartek, 12 listopada 2015

Spojrzenie elfa - Katrin Lankres

tytuł oryginału: Elfenblick
wydawnictwo: Dreams
ilość stron: 352
polska premiera: 30 stycznia 2013

Elfy i inne baśniowe stworzenia bardzo rzadko gościły ostatnio w książkach, które czytałam. Już od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie znalezienie tytułu obfitującego w fantastyczne postacie. No i pewnego razu znalazłam Spojrzenie elfa. Stało sobie na półce w księgarni i przyciągnęło moją uwagę tytułem widniejącym na grzbiecie, a że okładka była cudna postanowiłam zaopatrzyć się w tę książkę. I znów powróciła moja totalna słabość do pięknych okładek, która tym razem wyprowadziła mnie na manowce.

Mageli to szesnastolatka o dość nietypowym imieniu, prowadząca życie przeciętnej nastolatki, w którym nie braknie codziennych i ostrych starć z matką, co kończy się zwykle aresztem domowym. Gdy pewnego razu wymyka się nocą z domu i zawędrowuje do ciemnego lasu, gdzie spotyka dwóch nieprzyjemnych osobników, pomaga jej tajemniczy chłopak o imieniu Erin. Dziewczyna jest nim zafascynowana, ponieważ ten zachowuje się jak z innego świata, a gdy się pojawia wydaje się wynurzać nie wiadomo skąd. Kiedy Erin przekazuje Mageli, że jest w niebezpieczeństwie, ta postanawia niezwłocznie podążyć ku niemu z odsieczą, nawet jeśli oznaczać ma to wkroczenie do elfiej krainy.

Nie będę owijać w przysłowiową bawełnę. Ta książka ani trochę mnie nie porwała. Już od początku zrozumiałam, że to absolutnie nie to, czego oczekiwałam. Wszystko wydało mi się takie dziwne. Być może było to wynikiem stylu Katrin Lankers, który mi osobiście nie podpasował. Autorka zdała się na niekiedy bardzo długie opisy, które mnie szczerze nudziły, bo naprawdę nie trzeba mi kwiecistych opisów kamienia. A być może była to wina trzecioosobowej narracji, której staram się unikać. No, ale gdy jest przyjemnie poprowadzona to absolutnie nie mam nic przeciwko niej. A tu... po prostu taka nie była.

Muszę też wspomnieć o tym, co mnie zirytowało tak, że do teraz nie mogę tego przeżyć. Wątek miłosny. Koszmar. Jest to jeden z najgorszych, z jakimi miałam do czynienia. A o co mi chodzi? Otóż uczucie między Mageli i Erinem rozwinęło się stanowczo za szybko. Przy ich czwartym spotkaniu wyznali sobie miłość aż po grób i gdy do tego dotarłam, miałam ochotę wyrzucić z siebie głośne i zirytowane "serio?!". To było kompletnie nierzeczywiste. Odniosłam wrażenie, że autorka na siłę chciała połączyć tę dwójkę, nie zważając na sztuczność z jaką jej to wszystko wyszło.

A bohaterzy...? Ani trochę nie polubiłam Mageli. Jej zachowanie było dla mnie niedojrzałe i w niektórych momentach zbyt dziecinne jak na szesnastolatkę. I drażniły mnie jej sprzeczności. Z jednej strony bardzo nieśmiała, ale nie miała problemów z samotnym wystąpieniem przed dość dużą publicznością. Odtrącająca wszystkich chłopaków, jakim się tylko spodobała, a jednak nie miała oporów przed ulokowaniem swych uczuć w nieznanym chłopcu i to po nie dość długiej znajomości. A owy chłopiec, czyli Erin? W sumie nie mogę o nim za dużo napisać, bo pojawiał się on doprawdy mało. Mogłam czytać o nim głównie wtedy, gdy Mageli zaczęła o nim rozmyślać, a to już działo się dosyć często. Tak naprawdę to jedyną postacią, którą tolerowałam, była przyjaciółka głównej bohaterki - Rosanna. Jej sposób bycia i wysławiania się był bardzo zabawny i nie była ona tak naiwna jak jej przyjaciółka tylko patrzyła na świat jak prawdziwa realistka.

Baśniowy świat to zdecydowanie jest coś co lubię, ale nie w takim wydaniu, w jakim przedstawiła to Katrin Lankers. Pomysł na fabułę nie był wcale taki zły, ale sądzę, że można by go przedstawić i lepiej, i ciekawiej. Z reguły, gdy zbliża się koniec książki to po prostu nie można się oderwać od akcji, która z prędkością światła pędzi ku końcowi, jednak tutaj czytałam tylko dlatego, bo chciałam jak najszybciej skończyć tę historię. Ani trochę nie odniosłam wrażenia by wydarzenia pędziły na łeb, na szyję, ale wiem, że tak starała się to wykreować autorka licznymi i długimi opisami walki, której zwycięstwo było do przewidzenia. A samo zakończenie? Jest dosyć niejasne. Akcja zakończyła się tak jakby miał być ciąg dalszy, ale jeżeli dobrze szukałam, to nic nie znalazłam na temat ewentualnego drugiego tomu, po który, tak na marginesie bym nie sięgnęła.

Być może jestem zbyt 'stara' na tak banalne historie, która ma być skierowana do osób w wieku 12-14 lat, bo wątpię, by spodobała się ona starszym osobom. Tak czy siak odradzam lekturę Spojrzenia elfa, bo jest wiele ciekawszych książek, które można przeczytać zamiast tej.

Layken

poniedziałek, 9 listopada 2015

Liebster Blog Award #7 #8

Dawno już tu nie było Liebster Blog Award, ale doszły kolejne nominacje, więc przyszedł czas na pytania od innych blogerów! Zapraszamy!

Siódma nominacja jest od Lunatyczki z bloga Blondie in wonderland. Blondie nominowała nas co prawda prawie dwa miesiące temu, ale w tym zamieszaniu tagowym LBA spadło na szary koniec. Wybacz kochana, że dopiero teraz, ale o to odpowiedzi:

1.Dlaczego postanowiłaś założyć bloga?
Kiedyś już o tym wspomniałam przy okazji jakiegoś LBA. Pomysł na blogowanie wziął się stąd, że pewna strona internetowa zajmująca się książkami, ogłosiła nabór na recenzentów, więc postanowiłam spróbować. Pomysł z recenzjami spodobał mi się do tego stopnia, że stwierdziłam, iż jeżeli nie dostanę się do redakcji założę bloga na własną rękę. Jak się sprawy potoczyły jest chyba oczywiste, więc dodam tylko, że do swojego planu postanowiłam zwerbować Shadow i ... jesteśmy!

2.Gdybyś mogła "wymazać" dowolną postać z dowolnej książki, to kto by to był i dlaczego?
Trudne pytanie, ale odpowiedź jest zaskakująco prosta. Elena Gilbert. Jest to postać tak irytująca, że czytanie o niej doprawdy przyprawiało mnie o nietęga minę, a przeczytałam wszystkie części Pamiętników wampirów. Zamieniłabym ją na jakąś mniej irytującą bohaterkę.

3.Ulubiona rzecz w Twoim pokoju to...
Napisałabym, że książka, ale skoro ma być to jedna rzecz, to niech to będzie łóżko :)

4.Co widzisz przez okno swojego pokoju?
Różowy dom sąsiadów :)

5.Jaki jest znienawidzony przez Ciebie przedmiot szkolny?
 W tym roku nie ma jakiegoś przedmiotu, który darzyłabym szczególną nienawiścią, ale myślę, że język niemiecki się w to wpisuje.

6.Używasz zakładek, czy przypadkowych papierków?
To zależy. Jeżeli odłożę zakładkę na półkę z książkami, i nie mam jej akurat pod ręką, a chcę zaznaczyć, gdzie skończyłam czytać to biorę coś co mam pod ręką. Telefon. Pilot. Skarpetę...

7.Jaki jest Twój ulubiony cytat?
Nie mam jakiegoś specjalnie ulubionego, ale ostatnio wpadł mi w oko ten i chcę, żeby jak najwięcej osób go poznało, bo jest naprawdę świetny i... życiowy ;D Cytat z książki Zaplątani Emmy Chase.
"Lekcja dla was: jeżeli powiecie dziecku, że czegoś nie może zrobić, zgadnijcie, jaka będzie pierwsza rzecz, którą zrobi, gdy odwrócicie się plecami. No właśnie. Mężczyźni działają w ten sam sposób."
 8.Jakiej piosenki ostatnio nie możesz przestać słuchać?
Nie dalej jak dwa dni temu, przesłuchałam na you tube z ciekawości piosenkę Drag me down - One Direction, bo pojawiało się bardzo dużo coverów i ... przepadłam. Nawet teraz, gdy piszę te odpowiedzi Drag me down rozbrzmiewa w moich słuchawkach.

9.Jesteś na coś uczulona?
Liczy się uczulenie na szkołę?

10.Do szkoły jeździsz autobusem/samochodem/rowerem czy chodzisz na pieszo?
Z tego względu, iż mieszkam kawałek za Toruniem, dojeżdżam ze swojej wioski samochodem na autobus miejski, którym dojeżdżam już prosto do szkoły.

11.Kim chciałabyś być w przyszłości?
W technikum uczę się na technika architektury krajobrazu i jest to zawód, w którym widzę siebie w przyszłości. Lecz ostatnimi czasy, zamarzyło mi się studiowanie filologi angielskiej, a po tym zostanie tłumaczem, bo kocham angielski i kocham książki, a jak dodać do tego pracę w domu? Dla mnie bomba :>

Layken

Kolejną nominację dostałyśmy od Pauliny, Piotra i Karoliny z bloga Książkowe zacisze

1. Masz jakieś lęki? (klaustrofobia, lęk wysokości itp.)
Mam lęk przed ćmami (XD) i pająkami.
 
2. Czy chciałbyś/chciałabyś mieć tatuaż? Jeśli tak, to jaki? No chyba że już masz to pochwal się jaki ;)
Chciałabym na nadgarstku lub obojczyku, lecz jeszcze nie wiem jaki.

3. Jesteś introwertykiem, czy ekstrawertykiem?
Nie do końca ogarniam te pojęcia, lecz jeśli dobrze przeczytałam w google to raczej introwertykiem.

4. Jaki jest twój ulubiony kolor?
Niebieski.
 
5. Jaki jest najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałeś/dostałaś?
Hmm trudne pytanie, bo wiele prezentów mnie cieszyło, ale chyba takie najbardziej sprawiające mi radość są prezenty od mojego chłopaka. Oczywiście nie na tej zasadzie, że jestem jakąś materialistką, ale wiadomo, że to cieszy kiedy chłopak podaruje nam chociażby kwiatka, to od razu wywołuje uśmiech na twarzy. :)

6. Jak Cię nazywają znajomi?
Po prostu Marta, ewentualnie Marcia.
 
7. Opowiedz swój najdziwniejszy sen ;)
Pierwszy sen, który przyszedł mi do głowy to taki, w którym uciekałam w jakimś dziwnym nawiedzonym domu przed takim śmiesznym duchem i tak uciekałam i uciekałam w nieskończoność przez ten sam korytarz. XD
 
8. Wierzysz w zjawiska paranormalne?
Zależy jakie, ale wierze.
 
9. Co sprawia, że się uśmiechasz?
Hmm, przyjaciele, mój chłopak, ksiśżki czasem :D

10. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku?
Zdecydowanie lato! Mam dość zimna, a zima jeszcze się nie zaczęła. :(

11. Do jakiego kraju chciałbyś/chciałabyś się udać w podróż? 
Hiszpania! <3
Shadow

czwartek, 5 listopada 2015

Endgame. Klucz Niebios - James Frey & Nils Johnson-Shelton

tytuł oryginału: Endgame. Sky Key
wydawnictwo: Sine Qua Non
ilość stron: 512
polska premiera: 21 października 2015
cykl: Endagame (tom2)

Zapoczątkowano Zdarzenie. Odnaleziono Klucz Ziemi i rozpoczął się drugi etap Endgame. Gra nabiera tempa. Wszyscy chcą znaleźć Klucz Niebios, aby przedłużyć nadzieje na przetrwanie swojego ludu. Lecz zwycięzca może być tylko jeden. I już nie tylko Gracze o tym wiedzą. Gdy keplerzy wysyłają ku Ziemi niszczycielski meteoryt, do Endgame postanawia wmieszać się CIA. A wiedzą tyle, ile nikt nie powinien wiedzieć.  "Co ma być, to będzie." Każdy gra, aby wygrać. Jednak czy istnieje sposób na powstrzymanie Endgame? Czy da się przechytrzyć keplerów? Czy ludzkość ma jeszcze cień nadziei?

Endgame to taka książka, w której akcję stawia się na pierwszym miejscu. Już w pierwszym tomie było jej nie mało, ale w drugim? Tu na każdej stronie dzieje się coś wartego uwagi. W prawie każdym rozdziale autorzy zaserwowali nam walkę na śmierć i życie, z której zwycięsko wyjdzie tylko ten sprytniejszy. Co nie zawsze oznacza tego lepszego, w sensie i moralnym, i fizycznym. Przebieg Endgame był czasami doprawdy zaskakujący. Niekiedy otwierałam szeroko oczy ze zdziwienia, bo to, co serwowali mi bohaterzy potrafiło zaskoczyć, ale też zmrozić krew w żyłach
 "Przyszłość to gra. Czas, jedna z zasad."
Gracze są bardzo złożonymi osobowościami. Każdy jest inny. Dla każdego liczy się inna wartość. Sarah Alopay jest postacią, która najbardziej zmieniła się podczas Endgame. Nie potrafi sobie poradzić z tym, że to ona przypieczętowała ostatecznie  los ludzkości. Los milionów niewinnych istnień. Wiadome jest, że od samego początku nie chciała brać udziału w grze, ale wszechobecna śmierć pozostawiła na niej głębokie rany. Rany, których nie da się wyleczyć. Dziewczyna żałuje z całych sił tego, że to w właśnie jej przypadł ''zaszczyt'' zdobycia Klucza Ziemi. Większość Graczy nie była taka sama jak Sarah. Oni napawali się śmiercią. Cieszyło ich jej zadawanie. Chociaż nie wszystkich. Jedni zabijali, aby przetrwać, a drudzy dla czystej przyjemności.

To co bardzo mi się spodobało, to wmieszanie w całą zabawę agentów CIA. Mieli oni zabawne podejście do niektórych spraw, a ich czarny humor objawiający się w sytuacjach krytycznych, potrafił mnie rozbawić. Za ich pomocą akcja nabrała tempa, a zdarzenia z ich udziałem czytałam z zapartym tchem, bo były przemyślane do każdego, nawet najmniejszego, szczegółu, a przy tym bardzo efektowne.
"...na gruncie zwątpienia wyrasta klęska..."
W Endgame lubię to, że czyta się je naprawdę szybko. Dość szybko przyzwyczaiłam się do nietypowej konstrukcji - braku akapitów - a później tylko się dziwiłam, że to już tak daleka  strona. Ostatnie 150 stron przeczytałam bodajże w dwie godziny, bo działo się tam tyle, że najzwyczajniej w świecie nie mogłam zwlekać z odkryciem, jak to wszystko się zakończy. A to zakończenie było naprawdę okrutne, nie tylko dla bohaterów, ale i dla mnie. No bo jak tak można? No jak? Skończyć w takim momencie?

Endgame to książka dla wielbicieli pędzącej akcji, zagadek i tajemnic. Ja uwielbiam, gdy w książkach znajduję te trzy rzeczy, więc wiedzcie, że mnie Endgame bardzo się spodobało. Oba tomy są moim zdaniem na równym poziomie i ten, kto lubi zaczytywać się w coraz to nowych wizjach końca świata, powinien zapoznać się i z tym opisanym w Endgme, bo jest on naprawdę szeroko rozbudowany i dopracowany w każdym szczególe.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non
Layken