czwartek, 2 lipca 2015

Origin - Jennifer L. Armentrout


tytuł oryginału: Origin
wydawnictwo: Filia
ilość stron: 464
polska premiera: 1 lipca 2015
seria: Lux (tom 4)

   Po schwytaniu przez Daedalusa, Katy straciła wszystko. Rodzinę, przyjaciół, Daemona... Pełnię tego co kochała i dzięki czemu była szczęśliwa. Teraz nie mogła nawet o sobie decydować. Oni ją tego pozbawili.
   Katy jest teraz „w świecie, w którym każdy oddech bolał.” Zmuszana do okropnych rzeczy walczy jak może, ale tutaj na niewiele się to zdaje. Lecz nie ma zamiaru się ugiąć.
   Daemon jest wściekły. Choć to chyba za słabe słowo. Jest zdeterminowany, by wydostać Katy z rąk Deadalusa i ukrócić jej cierpienie. Zadanie niemal niewykonalne, ale nie dla niego.
   Katy i Daemon zostaną postawieni przed strasznymi wyzwaniami. Daedalus nie będzie miał litości dla nikogo. Staną się rzeczy, których nikt się nie spodziewał. Zostaną zdradzeni przez tych, którym ufali bezgranicznie. W końcu staną przed wyborem, który zaważy na losie całej ludzkości.
   
   To było niesamowite. Spodziewałam się po tej książce wielu rzeczy, ale to... Pani Armentrout stworzyła coś niezwykłego. Akcja zaczyna pędzić z prędkością światła już od pierwszego słowa i nawet jeśliby się chciało nie da się zwolnić. Origin zacisnął na mnie swoje palce i trzymał tak cały czas, póki nie dotarłam do końca, co stało się zdecydowanie za szybko. Takie książki powinny być o, co najmniej, trzysta stron dłuższe. Albo najlepiej nigdy się nie kończyć. Gdy zaczyna się czytać, wcale nie chce się przestać. To jest uzależniające.
   A koniec... Czegoś takiego nie byłabym sobie w stanie  wyobrazić. To było tak przerażające i niesamowite zarazem, że nie ma chyba w słowniku takiego słowa, aby to opisać. Origin zostawia nas z całym mnóstwem pytań, a odpowiedzi znikąd. Ta książka to wybuchowa mieszanka, która bezlitośnie wyciska z nas emocje.
   W skali od jeden do dziesięciu Origin dostaje ode mnie jedenaście. Nie da się opisać tego, jak ja się czuję po jego przeczytaniu. Przeżywałam z bohaterami chwile dobre, jaki i złe.  Zżyłam się z nimi Czułam się jakbym znalazła się w książce i obserwowała wszystko z odległości paru metrów. I  to właśnie było najlepsze.
   Drogi czytelniku, jeżeli w najbliższym czasie zamierzasz przeczytać Origin, nie zwlekaj. Zrób to teraz. Tylko pamiętaj, przygotuj się na cały dzień lub noc, z książką w dłoniach, bo jak już zaczniesz, to wątpię, abyś w ogóle chciał ją odłożyć. A kac książkowy? Gwarantowany.

Layken

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz