wtorek, 6 października 2015

Pułapka uczuć - Colleen Hoover

tytuł oryginału: Slammed
wydawnictwo: W.A.B.
ilość stron: 285
polska premiera: 23 kwietnia 2014
cykl: Pułapka uczuć (tom1)

Kochaliście kiedyś kogoś, kogo nie mogliście mieć? Kogoś kto był na wyciągnięcie ręki, a jednak nie mogliście go dotknąć? A czy miłość ta była obustronna, lecz zakazana? Jeżeli kiedykolwiek byliście w takiej sytuacji, to zapewne przekonaliście się, iż nie jest to przyjemne doświadczenie. Powiem lepiej - mało kto, a prawdopodobnie nikt, chciałby się znaleźć w tak niewygodnym, nieprzyjemnym i po prostu uciążliwym związku. Lecz serce nie sługa. Gdy znajdziesz tego jedynego, bądź tę jedyną na widok tej osoby rewelacje żołądkowe masz jak w banku. Bliskość takiej osoby jest nam wówczas niezbędna. Trwamy w tym uczuciu jak w pułapce, z której nijak nie potrafimy i pewnie nie chcemy się wyplątać.

Layken w swoim niedługim życiu musiała zmierzyć się już z niełatwymi dla niej sprawami, a zakazana miłość jest zdecydowanie jedną z nich. Śmierć ojca, która pozostawiła w jej sercu głęboką ranę, była początkiem długiego okresu smutku, cierpienia, straty i nauki jaką niosą ze sobą te doświadczenia. Nastolatka wchodząca w dorosłe życie napotkała na swojej drodze przeszkody, jakich niejeden dorosły prawdopodobnie jeszcze nie spotkał. Przeprowadzka do zupełnie innego, odległego o kilometry miejsca, jest tylko kolejnym przystankiem w podróży, którą odbywa bohaterka. Podróży pełnej nieprzyjemności i smutku, ale też nikłych chwil szczęścia, które w jakiś sposób dodają jej siły. W nowym domu dziewczyna zamieszkuje z matką i młodszym bratem. Już pierwszego dnia swojego pobytu tam, poznają swoich sąsiadów w osobach Willa - przystojnego dziewiętnastolatka i jego młodszego brata. Nietrudno się domyślić co nastąpi pomiędzy Layken i Willem, ale dodam tylko, że to nie będzie takie łatwe jak im obojgu się z początku wydawało.

Pułapka uczuć była nie do końca moim planem. Chodzi mi o to, że w ogóle o niej nie słyszałam do momentu, kiedy usłyszałam o Colleen Hoover. Moim pierwszym spotkaniem z tą autorką było Hopeless, które absolutnie mnie zachwyciło, w wyniku czego postanowiłam bardziej zgłębić twórczość pani Hoover. I tak oto trafiłam na rzeczoną Pułapkę uczuć. Opisy może nie zachwycały mnie tak bardzo, ale mimo to postanowiłam zapoznać się z tą historią.I była to dobra decyzja.

Z początku trochę się nudziłam i trudno było mi się wbić w tę historię, lecz z każdą kolejną stroną, każdym kolejnym rozdziałem coraz wyraźniej zaczynałam dostrzegać sens tej książki. Z pozoru był to oczywiście najzwyklejszy romans. Miłość od pierwszego wejrzenia i szczęśliwa życie u boku ukochanej osoby. I przez parę pierwszych rozdziałów wydawało mi się, że tak to właśnie będzie. Lecz jak już wspomniałam, to były tylko pozory. Relacja uczeń-nauczyciel sprawiła, że ta książka nie była do granic przesłodzona. Nutka, a nawet gama goryczy dodała wiarygodności uczuciu dwójki bohaterów. Mówią, iż idealna miłość istnieje tylko w filmach czy książkach. Tu ona też się pojawia, ale wszystkie te przeszkody znajdujące się na jej drodze dodają takiej niepewności czy przetrwa.

Colleen Hoover wplotła w tę książkę coś, co porwało mnie całkowicie. Otóż chodzi o pewne hobby Willa. Slam. Być może to słowo obiło się komuś z Was o uszy, ale ja na przykład nigdy o czymś takim nie słyszałam, zanim nie napotkałam tej książki. Slam jest pewnym osobliwym rodzajem poezji. Nie jest to poezja jaką serwują nam wydawcy w podręczniku od polskiego, czy na próbnym arkuszu egzaminacyjnym. Slam to twórczość bardziej amatorska i niezwykle emocjonująca.Opisująca nieraz trudne, a nieraz szczęśliwe doświadczenia z naszego życia. Podczas lektury z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, gdy znowu na scenę wkroczy, któryś z bohaterów i przedstawi swoją osobista historię. Przyznam się, że nie przepadam zbytnio za poezją z jaką mogę obcować chociażby w szkole, a wylosowanie interpretacji wiersza na maturze zgoła mnie przeraża, ale czytanie slamu w Pułapce uczuć sprawiało mi naprawdę ogromną przyjemność i żałuję, iż o takiej poezji nie możemy rozmawiać na lekcjach polskiego.

Przechodząc do bohaterów... Ci byli można by powiedzieć typowi dla gatunku New Adult. Połączyły ich ciężkie przeżycia i miłość, która bynajmniej nie była łatwa, ale silna. Myślę, że gdyby ten szablon się nie powtórzył nie byłaby to wtedy do końca książka z tegoż gatunku, który bardzo lubię. Jednak Colleen Hoover dodała swoim postaciom trochę autentyzmu. W ogólny szablon rozebrany przez różnych autorów na czynniki pierwsze wplotła swoje trzy grosze i powstali prawdziwi bohaterowie, którzy spokojnie mogliby uchodzić za autentycznych, gdyby wyjąć ich z książki. Czytanie o nich nie przyprawiało mnie o chociażby cień irytacji czy niezadowolenia. Byli idealni do tej właśnie historii.

New Adult jest stosunkowo młodym gatunkiem, jednak śmiało mogę stwierdzić, iż swoją tematyką wpisuje się w moje realia i realia świata, w którym wszyscy żyjemy. Dokładnie można to ujrzeć na przykładzie Pułapki uczuć, w której spotykamy tematy być może nie dotyczące szczególnie nas, ale ludzi wokół nas, z którymi żyjemy na co dzień. Książka ta jest nie tylko pouczająca, ale też niezwykle wciągająca. Można się w niej zatracić na długie godziny i czerpać przyjemność z lektury świetnie napisanej. Polecam Wam ją z całego serca, bo  do mojego wkradła się przebojem i zagości tam na długo obok innych wspaniałych pozycji.

Layken

15 komentarzy:

  1. Colleen Hoover... tyle się o niej mówi, a ja jeszcze nie poznałam fenomenu tej autorki. Mimo wszystko jakoś nie ciągnie mnie do NA i YA i chyba twórczość Hoover poczeka na czasy, kiedy będę miała ochotę sięgnąć po książkę jej autorstwa :)
    Jak Ty ładnie piszesz ^*^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pierwsze spotkanie z pania Hoover polecam Ci Hopeless, bo mnie calkowicie pochlonelo, chociaz wiem, ze nie wszystkim sie spodobalo :p
      Dziekuje :))))

      Usuń
  2. Pułapka uczuć nie byłaby tak bardzo poruszająca gdyby nie slam. Ja również zupełnie inaczej patrzyłabym na wiersze, gdybyśmy na lekcjach polskiego omawiali bardziej współczesne dzieła. Niektóre czytałam po parę razy i naprawdę były wzruszające:)
    Ich perspektywy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, slam jest swietny :) A ten wiersz Willa, (SPOJLER) gdy wybral Layken? Cudny :')

      Usuń
  3. Wręcz kocham Colleen Hoover tylko za Hopeless i Losing Hope, ale wiem, że inne jej książki są pewnie równie genialnie. Pozostałych, jak własnie Pułapka Uczuć czy Maybe Someday jeszcze nie czytałam, ale mam nadzieję, że szybko nadrobię!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hopeless ogromnie mnie zaskoczyło i to w sensie pozytywnym, dlatego na pewno będę czytać pozostałe książki tej autorki ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią zapoznam się z tą książką.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzisiaj wypożyczyłam "Pułapkę uczuć" w bibliotece. Przychodzę do domu, patrzę Twoja recenzja. Przypadek, nie sądzę :D Zaczęłam ją czytać i ciągle jak pojawia się imię głównej bohaterki kojarzy mi się ono z tym blogiem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam już każdą z książek Hoover, jaka pojawiła się na polskim rynku. Ja tę kobietę po prostu kocham! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie również strasznie się spodobała - Layken! Świetna recenzja!
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam już tę książkę na swojej półce i ogromnie nie mogę się doczekać momentu, w którym będę mogła zacząć ją czytać ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakochałam się w Hopeless i teraz Twoja recenzja przypomniała mi o tej autorce, bo od jakiegoś czasu zabieram się za Pułapkę i zabieram, ale wciąż o tym zapominam... Czas wreszcie wziąć się w garść :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj lubię takie książki czytać.
    Zostaję u ciebie na dłużej i wpadnij do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Co do autorki, mam mieszane uczucia - przeczytałam Hopeless, było ok, ale czegoś mi w nim brakowało :(

    OdpowiedzUsuń
  13. No tak, jak miałaś okazję wyczytać z mojej recenzji Hopeless, po tę autorkę już raczej nie sięgnę. :P

    OdpowiedzUsuń