wtorek, 26 stycznia 2016

Serce ze szkła - Kathrin Lange

tytuł oryginału: Herz aus Glas
wydawnictwo: Muza
ilość stron: 448
polska premiera: 23 września 2015
cykl: Serce ze szkła (tom1)
 "Wariowałam? Może... Pewnie tak. Nie umiałam znaleźć innego wyjaśnienia. Ja postradałam zmysły, a świat dookoła zamienił się w bajkowy szklany świat, przez który wędrował mój chory umysł."
Miłość, jeżeli jest prawdziwa, potrafi być silna. Chyba każdy się z tym zgodzi, prawda? Niestraszny jej wtedy świat i jego okrucieństwo. Mówi się, że zakochany człowiek patrzy na świat przez różowe okulary i nie dostrzega wielu rzeczy. Na przykład pewnej klątwy, dotykającej zakochanych na pewnej wyspie. Czy ta miłość jest na tyle silna, aby przetrwać śmiercionośną klątwę?

 Juli zostaje poproszona o opiekę nad synem wydawcy swojego ojca, który cierpi na głęboką depresję, po stracie narzeczonej. W tym celu udaje się na małą wyspę, której mieszkańcy są przekonani, iż niedoszłą żonę chłopaka zabiła klątwa, od lat zbierająca żniwo wśród młodych kobiet. Juli nie wierzy w stare legendy, lecz niewytłumaczalne incydenty, które co rusz się jej przytrafiają poddają w wątpliwość jej niezachwianą pewność i każą myśleć, że może legenda o Madeleine nie jest w całości z palca wyssana...
"...pamiętaj, że jesteś śmiertelny."
Powiem szczerze, iż kompletnie nie spodziewałam się po tej książce tak wiele dobrego. Serce ze szkła totalnie mnie zaskoczyło. Jasne, czytałam ogrom pozytywnych recenzji, ale cały czas z tyłu głowy siedziało mi to, że na pewno znajdę tam wątek romantyczny, który prawdopodobnie okaże się totalnie oklepany, a resztki fabuły będą tylko namiastką pocieszenia i przekonania mnie do całości. Jak się okazało, pomyliłam się na całej linii. Kathrin Lange stworzyła przesiąkniętą mrokiem historię, która od pierwszych stron przypadła mi do gustu.

Od samego początku tajemniczość tej książki nie pozwalała mi się oderwać. Wór sekretów, którymi co rusz raczył mnie któryś z bohaterów, sprawiał, iż czym prędzej przewracałam kolejne strony, by jak najszybciej poznać rozwiązanie. Klimat osadzony na niecodziennej wyspie tylko dodawał wszystkiemu mroku, czającego się na każdym kroku i dodającemu elementu zaskoczenia niektórym sytuacjom. Przyznam, iż finał nie był wybitnie zaskakujący, bo z biegiem wydarzeń zaczęłam domyślać się zakończenia, niemniej jednak nie wszystko potoczyło się tak, jak sugerowały moje poglądy.

Czym jednak jest powieść, bez dobrze wykreowanych bohaterów? No właśnie, niczym. I chociaż postacie stworzone przez Kathrin Lange na pozór były typowe dla takiej tematyki, to dostrzegłam w niektórych z nich przejawy nietuzinkowości, która w ostateczności sprawiła, iż kreacja nie zepsuła wspaniałej fabuły. Chyba najbardziej polubiłam główną bohaterkę, która nie okazała się miękką dziewuszką ulegającą urokowi, jaki roztacza wokół siebie jej książę z bajki. Juli to zwykła nastolatka, nie dająca sobie w kaszę dmuchać i nie raz przyprawiająca mnie o zażenowanie, ale w istocie takie postacie lubię - wyraźnie zarysowane.

Serce ze szkła to książka traktująca przede wszystkim o miłości, lecz nie przytłoczyła ona niezwykle oryginalnej fabuły, której sowita zagadkowość przyprawiała mnie nie raz o zmarszczone brwi, które dawały wyraz silnej konsternacji. Nie jestem w stanie słowami oddać klimatu, jaki stworzyła Kathrin Lange w swojej powieści. Musicie uwierzyć mi na słowo, że jest naprawdę niezwykły i przeczytać jak najszybciej tę książkę, bo jest to ta pozycja, której zakończenie przyprawia nasze serce o szybsze bicie, a oczy stawia w milionowym powiększeniu.
Layken

sobota, 23 stycznia 2016

Bazar złych snów - Stephen King

tytuł oryginału: The Bazaar of Bas Dreams
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ilość stron: 627
polska premiera: 5 listopada 2015
"...na tym świecie rzadko dostaje się więcej niż jedną szansę."
Witam Cię, drogi czytelniku na Bazarze złych snów. Mamy tu spory wybór i z pewnością znajdziesz coś w sam raz dla siebie. Pan King już o to zadbał. Wydma przepowiadająca śmierć? Samochód widmo pożerający ludzi? Człowiek, który potrafi zabić satyrycznym nekrologiem? A może dzieciak, którego wredota przechodzi granice od dawna Tobie znane? Mamy tu wszystkiego w bród. Rozejrzyj się. Nie goni Cię czas. Spytaj o radę, jeśli się wahasz. Bazar złych snów nigdy nie śpi.

Bazar złych snów to zbiór opowiadań, stworzony przez Stephena Kinga w skrajnie różnych momentach jego życia. Tak naprawdę nigdy nie czytałam żadnego zbioru i kiedy dowiedziałam się o tym najnowszym znanego powszechnie mistrza horroru, ogromnie się zainteresowałam. Więc gdy ku mojej wielkiej uciesze dostałam tę książkę w prezencie, nie mogłam uczynić nic innego, jak tylko zanurzyć się w światach wykreowanych przez pana Kinga. Jednak czy całość okazała się tak dobra, jak to sobie wyobrażałam?

Na początek przytoczę znane już Wam, prawdopodobnie z autopsji, przysłowie. Nie oceniaj książki po okładce. Cóż ja to niechybnie uczyniłam, lecz  nie w takich kategoriach jak zwykle się to robi, czyli ładna, nie ładna. Po prostu patrząc na nią miałam wrażenie, iż w środku znajdę przerażające historie, które będą mnie prześladować, gdy nieskutecznie chciałbym zapaść w sen. Bo zdradzę Wam, iż takich historii się nie doszukałam. No może, znalazło się parę takich, które były dość straszne, ale wprawdzie tylko jedna sprawiła, że postanowiłam szerokim łukiem omijać samotne i ubłocone samochody.

Jednakże nie oznacza to, iż Bazar złych snów mi się nie podobał, ponieważ te opowiadania były naprawdę porywające. Stephen King stworzył coś, co nawet w krótkiej formie potrafi zachwycić i wbić się do głowy. Niby zwykłe opowiadania, a w niektórych momentach żałowałam, że nie jest to pełnowymiarowa i zapierająca dech w piersiach powieść. Uwierzcie mi, że w niejednym wypadku doszukałam się potencjału na dobrą historię, zresztą co tu dużo mówić - to w końcu Stephen King! On chyba ze wszystkiego potrafiłby stworzyć coś wyjątkowego, prawda?

Jest jedna rzecz, która bardzo mi się podobała i dzięki której zarówno opowiadania, jak sam autor stali mi się bliżsi. Mam na myśli krótkie notki zamieszczone przed każdym tytułem, które nieraz pomogły zrozumieć mi znaczenie danej historii. To, co autor chciał nią przekazać, co dla niego znaczyła i co nim powodowało, kiedy ją pisał. Rzadko kiedy znajduję w książkach takie wyjaśnienia i muszę przyznać, że w tym zbiorze było to miłe i zachęcające zaskoczenie

Zapewne sądzicie, że w tak krótkiej formie, jaką jest opowiadanie nie ma czasu na porządne wykreowanie bohaterów. Cóż, dopóki nie przeczytałam Bazaru złych snów tak właśnie sądziłam. No bo nie oszukujmy się, kiedy jak najszybciej musimy rozwinąć całą akcję i nie ma miejsca na wielowątkowość, to tak naprawdę kreacja bohatera wydaje się być bardzo trudna. Nie jednak dla Stephena Kinga. Niesamowite jest to, że w każdym opowiadaniu, bez wyjątku, wiedziałam o głównym bohaterze wszystko. Znałam jego charakter, jego upodobania, dziwne pobudki, przeszłość i teraźniejszość nakreśloną z precyzją. Za to właśnie pokochałam te opowiadania. Za niezwykłą dokładność i prostotę zarazem.

Najnowszy zbiór twórczy mistrza horroru to treść naprawdę warta przeczytania. Wszystko skonstruowane jest tak, że po prawdzie nie da się tego określić jednym gatunkiem. Jest tam trochę czarnego humoru, kapka strachu, kilka gramów niepokoju i zaskoczenia, co tworzy mieszankę iście wyśmienitą dla każdego fana Stephena Kinga, ale nie tylko! Sądzę, że każdy, kto choć trochę liznął książek z wątkiem paranormalnym lub kryminalnym, mógłby powiedzieć, iż Bazar złych snów przypadł mu do gustu.
Layken

wtorek, 19 stycznia 2016

Pojedynek - Marie Rutkoski

tytuł oryginału: The Winner's Curse
wydawnictwo: Feeria Young
ilość stron: 380
polska premiera: 18 listopada 2015
cykl: Niezwyciężona (tom1)
"Wiedział, jak działa świat. Ludzie przebywający w jasno oświetlonych miejscach nie dostrzegają tego, co skrywa się w mroku."
Dziesięć lat minęło odkąd Valorianie przetoczyli nad Herranem krwawe żniwo i tym samym doprowadzili do poddania oraz zniewolenia wszystkich Herrańczyków.  Od tamtej pory dla Valorian wszystko zdaje się być idealne, bo mają gdzie mieszkać, mają co jeść i, najważniejsze, mają niewolników, którzy muszą im usługiwać.
W takim świecie żyje Kestrel. Valorianka, córka generała i kochająca muzykę osoba. Niczym nie musi się przejmować. Ma niemal wszystko, czego pragnie. Lecz gdy Kestrel zawita pewnego dnia na targ niewolników, wszystko zmieni się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Od tego momentu przed dziewczyną rozciąga się czas trudnych wyborów i zagadek, które doprowadzą ją do zwycięstwa bądź zguby.

W momencie, w którym zaczynałam czytać Pojedynek, nic nie wskazywało na to, że moje odczucia w stosunku do całej historii będą zmieniać się tak często, i tak diametralnie. Z początku szło mi dość topornie i zastanawiało mnie wtedy skąd biorą się te pełne pochlebstw recenzje. Po jakimś czasie stopniowo zaczęłam wciągać się w przygody Kestrel i razem z nią przeżywać wszystkie potknięcia i uniesienia. I tak powoli docierałam do końca, z którego nastaniem czułam się w pełni oczarowana zupełnie wszystkim, co w tej książce znalazłam.
 "Trzeba nauczyć się rozpoznawać, których rzeczy nie możesz zmienić."
Marie Rutkoski podarowała mi książkę idealnie wyważoną. Co mam przez to na myśli? A to, że nic nie było przesadzone, ani nie doszukałam się rzeczy, której mi zabrakło (no, może poza dodatkowymi pięćdziesięcioma stronami?). Chodzi mi głównie o wątek romantyczny. Niezmiernie cieszy mnie to, że nie przytłaczał on fabuły, ale nie był też znikomy czy pominięty. Sukcesywnie, ale i łagodnie uczucie wdzierało się do serc bohaterów, stawiając pod znakiem zapytania wszystko co dotąd wiedzieli i to, kim dotąd byli. I było to wprost genialnym posunięciem, które sprawiło, że na długi czas zapamiętam Pojedynek. 
 
Postacie stworzone przez panią Rutkoski z pozoru wydawały mi się takie, jakich już wiele poznałam i polubiłam, ale im więcej czasu z nimi spędzałam, tym bardziej mogłam dojrzeć wyjątkowość kryjącą się gdzieś w głębi. Moja sympatia do Kestrel w jednej chwili wzrastała, a w następnej spadała i rozbijała się z łoskotem o ziemię. I chyba właśnie to, paradoksalnie, w niej polubiłam. Jej nieprzewidywalność. I bystrość, o której marzyć może nie jedna córka generała. A Arin, czyli nasz niepozorny herrański Kowal? Jest tą postacią, której intencji czasami naprawdę nie sposób było się domyślić. Przez sporą część książki, był dla mnie zagadką, z którą nawet główna bohaterka nie potrafiła dać sobie rady. I dlatego, koniec końców, tak go polubiłam.
"Szczęście zależy od tego, czy jesteś wolna a wolność zależy od odwagi."
Jest jeszcze jedna rzecz, dzięki której nawet złudnie długie opisy sprawiały mi nie lada przyjemność. Mam tu na myśli wyjątkowo bogaty język pani Joanny Wasilewskiej, której sprawką jest tłumaczenie książki. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak ta kobieta włada słowami, układając je w pełną uroku całość. To tłumaczenie dodaje od siebie cząstkę, która razem z  fantastyczną pracą Marie Rutkoski, nierozerwalnie tworzy unikatowy klimat.

Pojedynek to książka niezwykła w swej zwykłości. Złudnie sprawia wrażenie kolejnej przewrotnej historii miłosnej. Ale w rzeczywistości zawarte jest tam wiele więcej. Poświęcenie siebie w imię drugiego człowieka, to tylko część tego co serwuje nam Marie Rutkowski w swojej niebywałej książce. Jeżeli lubicie spiski okryte płaszczem wykonanym ze skandalu, ze szczyptą delikatnej miłości, to ta książka jest zdecydowanie dla Was, więc zapoznajcie się z nią czym prędzej!
Layken

sobota, 16 stycznia 2016

Animal Book Tag

Zapraszam na pierwszy w tym roku tag książkowy, do którego nominowała nas Suomi z bloga Biblioteczka Suomi! Bardzo dziękujemy!

PIES - twoja zaufana książka, do której często wracasz.
Jest kilka takich książek, ale nie wracam do nich zbyt często. Określiłabym to raczej jako ''co jakiś czas'', bo tak naprawdę jest wiele książek, które chciałabym przeczytać, a czytanie raz po raz tych samych, trochę mija się z celem. Niemniej jednak uwielbiam wracać do moich ulubieńców! Jednym z nich są Igrzyska śmierci, które wiem, że nigdy mnie nie zawiodą!

KOT - książka, w której bohater/ka chodzi własnymi ścieżkami i nie ma stałego towarzystwa.
Wbrew pozorom trudno było mi znaleźć taką postać, ale w końcu mam. Carrie z książki Stephena Kinga. Chyba nie czytałam jeszcze książki, w której byłby bohater samotniejszy od Carrie.

ŻYRAFA - książka, która dłużyła ci się niemiłosiernie i chciałaś ją jak najszybciej skończyć.
Oczywista oczywistość. Spojrzenie elfa autorstwa Kathrin Lankers. Czytałam i czytałam tę książkę i właściwie nic mnie w niej nie porwało, a raczej wszystko mnie irytowało. Całość wydawała się taka 'na siłę' i było to doprawdy męczące.

SŁOŃ - książka, którą przeczytałaś, i która ma ponad 500 stron. 
Jest trochę takich, jak chociażby któraś z końcowych części Harry'ego Pottera, które czytałam po dwa razy.

MYSZ - najkrótsza książka, jaką przeczytałaś.
Prawdopodobnie jest to Oskar i pani Róża, którą przeczytałam w zaledwie dwie godziny. Pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła, gdyby nie to, że ją posiadam i że była moją lekturą.
SMOK - twoja ulubiona książka, gdzie pojawiały się istoty fantastyczne.
Harry Potter bez dwóch zdań :>

JAMNIK - najdłuższa seria, którą przeczytałaś lub zaczęłaś czytać.
Właściwie są dwie takie serie. Tylko, która jest dłuższa.... Jeśli dobrze liczę, to jest to Dom Nocy liczący sobie w sumie piętnaście tomów, razem z dodatkami, których nie przeczytałam. Nie znam również ostatniego tomu, ale to przez to, że na przestrzeni dwóch lat, jakoś uleciał ze mnie zapał poznania końcowych losów nastoletnich wampirów. Niemniej jednak w przyszłości planuję sięgnąć po ostatni tom cyklu.

KOŃ - książka, dzięki której poczułaś się wolna. 
Paradoksalnie jest to Szklany tron, a raczej zbiór opowiadań ukazujący losy przed nim, czyli Zabójczyni. Czytanie tej książki było tak mocnym doświadczeniem, że po prawie czterech miesiącach nadal pamiętam dokładnie emocje mi towarzyszące. Historia Celaeny uświadomiła mi jaką szczęściarą jestem mogąc żyć w wolności, w wolnym kraju, gdzie nikt  nie dyktuje mi mojego własnego życia.

OSIOŁ - książka, którą miałaś ochotę zostawić, ale ją doczytałaś i zakończenie ci się podobało. 
Nie było wiele takich książek, bo z reguły jak nie podoba mi się to, jak historia się rozwija, to końcówka jest wtedy kompletna klapą. Jednak Żelazny król jest wyjątkiem od tej reguły. Na początku bardzo ciężko było mi się wkręcić w fabułę i żałowałam, że sięgnęłam po tę książkę, lecz potem akcja przyspieszyła i koniec końców naprawdę polubiłam tę książkę z finałem na czele :>

TCHÓRZOFRETKA - książka, w której bohater/ka wydawał ci się tchórzliwy i niezdecydowany.
Emely  z Lata koloru wiśni. I może była nie tyle tchórzliwa co niezdecydowana.  Jej wahania w pewnych kwestiach przyprawiały mnie o cień irytacji, ale mimo to polubiłam ją za jej poczucie humoru.

LEW - książka z bohaterem nieustraszonym i odważnym.
Dużo jest książek, w których  postacie są Bohaterami przez duże B. Jedną z nich jest Pan Mercedes Stephena Kinga. Bill Hodges mimo iż był nie pierwszej młodości, nadal czuł głód działania i rozwiązywania skomplikowanych zagadek. Potrafił zachować zimną krew w krytycznych sytuacjach, nawet takich, które dotykały bezpośrednie jego, i doprowadzić sprawę do końca.

OWCA - książka, w której bohater wzbudził u ciebie współczucie.
Peeta. A szczególnie w Kosogłosie. Było mi tak żal czytać o tym, co się tam działo, że nawet nie wiecie. Przypuszczam, że nie jeden fan Igrzysk śmierci miał podobne odczucia do moich.

KRET - książka, po którą sięgałaś w ciemno nie znając fabuły ani autora.
Był to Obsydian. Nie wiedziałam o nim absolutnie nic, oprócz niezbyt dokładnego opisu okładkowego i tknięta jakimś impulsem po prostu go kupiłam, co okazało się strzałem w dziesiątkę!

WILK - książka przepełniona tajemniczością i grozą.
Wprost idealnie do tej kategorii pasują Wirusy pióra Kathy Reichs. Jest to jedna z  pierwszych książek, które pretendują do lisy TOP 2016. Jest po prostu niesamowita, wyjątkowa, nieszablonowa. Idealna. A tajemniczość i groza grają w niej pierwsze skrzypce.

NIETOPERZ - książka, przez którą zarwałaś noc.
Zdarzyło mi się to jeden raz, gdy czytałam Hopeless. Zabrałam się za lekturę wieczorem i tak się wciągnęłam, że nie zauważyłam nawet, kiedy minął środek nocy. Naprawdę. I pewnie długo bym jeszcze tego nie wiedziała, gdyby nie moja mama, która weszła do mojego pokoju, zdziwiona moim widokiem.

DIABEŁ TASMAŃSKI - książka, która niemiłosiernie cię irytowała i miałaś ochotę rzucić nią o ścianę. 
Nie mogę powiedzieć ci prawdy. Przyznajcie, że już sam tytuł jest irytująco długi. A treść jest tak banalna i naiwna, że naprawdę miałam problemy z moimi oczami, które ciągle chciały patrzeć wymownie w sufit.

Do wykonania tagu zachęcam blogi:
Lekturia
 Layken

wtorek, 12 stycznia 2016

7 razy dziś - Lauren Oliver

tytuł oryginału: Before I fall
wydawnictwo: Otwarte
ilość stron: 384
polska premiera: 23 lutego 2011 (wydanie I)
                             3 czerwca 2015 (wydanie II)

"Zrozumiałam, że niektóre chwile trwają całą wieczność. A nawet jak się skończą, to i tak trwają. Nawet jak umrzesz i cię pogrzebią, one nadal trwają, podążają w przód i cofają się, w nieskończoność. Są wszystkim i wszędzie, jednocześnie."
Sam ma wszystko, o czym może marzyć każda nastolatka. Przyjaciółki, które poszłyby za nią w ogień. Chłopaka, którego  zazdroszczą jej rówieśniczki. Popularność, dzięki której wszystko uchodzi jej na sucho. I kocha takie życie. Kocha to, że każdy chciałby być nią. Dziewczyna sądzi, że dosięgła ideału, jednak los nie to dla niej przygotował. Gdy pewien wypadek niszczy jej życie i przebija bańkę mydlaną, w której dotąd się znajdowała, Sam w końcu zaczyna pojmować, że jej życie było puste. Ale czy uda jej się znaleźć to, co nadałoby mu sens? I czy starczy jej na to czasu?

Zaczynając tę książkę byłam zupełnie przekonana, że czytanie jej będzie nudne i monotonne. No bo co może być ekscytującego w ciągłym czytaniu o tym samym dniu, z zarozumiałą nastolatką w roli głównej? Po paru pierwszych stronach poczułam się naprawdę pozytywnie zaskoczona. 7 razy dziś w swojej zwyczajności i rutynie okazało się naprawdę ciekawe i niezwykłe. Moje początkowe wyobrażenia nie miały nic wspólnego z tym, co wspaniałomyślna Lauren Oliver stworzyła, bo koniec końców okazało się, że słowo bestseller nie przypadkowo znalazło się na okładce.

 Teraz już mogę powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki, a w szczególności samego pomysłu. Godne podziwu jest to, jak wszystkie jakby od niechcenia wtrącone poszczególne elementy, w znaczących chwilach łączą się ze sobą, tworząc kompletną układankę. Bardzo podobało mi się również to, że Lauren Oliver w  poszczególnym dniu skupiła się na czymś innym. Niby wszystkie siedem takie same, jednakże w każdym z nich, mogłam dostrzec jak Sam skupia się na odmiennym aspekcie swojego dotychczasowego życia i próbuje je zrozumieć, a nawet zmienić.

A skoro już o niej mowa, to muszę powiedzieć, że nie sądziłam, że taka bohaterka jak Sam przypadnie mi do gustu. Niby prezentuje sobą osobowość, której w rzeczywistości za chiny ludowe bym nie polubiła, ale im dłużej towarzyszyłam jej podczas czytania, tym bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że to tak naprawdę nie była ona. Prawdziwą Sam zaczęłam poznawać dopiero pod koniec jej podróży ku nieznanemu i wtedy już mogłam dostrzec osobę, w której dokonała się wprost gigantyczna zmiana. I właśnie dlatego ją polubiłam, a 7 razy dziś zyskało w moich oczach.

Ta książka pokazała mi jak jedna rzecz, która w danym dniu, w danym momencie jest dla nas najważniejsza i pragniemy ją z całych sił zatrzymać przy sobie, już w następnym staje się nic nieznaczącym szczegółem, który tak naprawdę nie powinien nas wcale obchodzić, bo zaczynamy dostrzegać elementy o wiele wartościowsze, które dopełnią naszą własną układankę.
Layken

czwartek, 7 stycznia 2016

Miles - Milena Wiktoria Jaworska

tytuł oryginału: Miles
wydawnictwo: Novae Res
ilość stron: 228
polska premiera: 24 października 2015
cykl: Plejady (tom1)

"Miłość to najsłodsze uczucie na świecie. Łamie, łączy i stwarza. Jest trwała i zdradliwa, ale prawdziwa. Szczęśliwi ci, co mogą jej doświadczyć."

 Mille to córka przyszłego prezydenta, której życie od zawsze wystawione było na widok publiczny. Nie ma przez to przyjaciół i trudno jest się jej zaaklimatyzować w nowej szkole. Ciągle narażana jest na szyderstwa ze strony rówieśników, ale dziewczyna nie załamuje się, bo nie zależy jej na fałszywych znajomościach. Gdy z niewyjaśnionych powodów ciało Millie ulega przemianom, w jej życie wkracza Aries, który wywraca jej dotychczasowy świat do góry nogami. Chłopak poddaje w wątpliwość wszystko to, co wiedziała o sobie i o życiu, ale sprawia również, że Millie odnajdzie to, czego być może nawet nie wiedziała, że szuka.

Moje odczucia w stosunku do tej książki są dość niejednoznaczne. Z jednej strony urzekł mnie pomysł na tę historię, z drugiej jednak czuję, że zabrakło mi czegoś, co by ją ostatecznie dopełniło. Jakiejś przysłowiowej kropki nad 'i'. Nie znaczy to jednak, że jestem rozczarowana. Przez pierwszą połowę książki naprawdę sądziłam, że po skończeniu tak się będę czuła. Jakbym tylko niepotrzebnie zmarnowała pieniądze, na coś, co w ostateczności nie pozostawi we mnie żadnych pozytywnych myśli. Natomiast druga połowa to już zupełnie inna bajka. Dopiero wtedy poczułam, że rozumiem, co Milena Jaworska chciała mi swoją książką przekazać, i muszę przyznać, że jak na debiut, całkiem nieźle jej to wyszło.
"Wygraną nie jest zakochać się na chwilę. Wygraną jest zakochać się na przyszłość."
Miles to historia przede wszystkim o miłości. I na początku właśnie z tego powodu wynikała moja nieprzychylność. Przez dobrych sto stron odnosiłam wrażenie, że wszystko zadziało się za szybko. Jakby po pierwszym spojrzeniu bohaterowie już rozpływali się w miłosnych uniesieniach, przez co samo to uczucie wydawało mi się niedojrzałe i zbyt pochopne. Jednak po przełomowym wydarzeniu, jakim był dla mnie bal, w końcu dojrzałam głębię, która ukrywała się wstrzymywana na wodzy być może przez bohaterów, a być może przez samą autorkę, w świadomym zabiegu.

Jednakże u boku miłości, mamy tu również do czynienia z po prostu niesamowitym pomysłem. Uwielbiam czytać o kosmosie w każdej postaci, a ta zaserwowana przez Milenę Jaworską w stu procentach mnie przekonała. Naprawdę spodobał mi się motyw gwiazd, który okazał się wielce oryginalny i świeży, bo jeszcze nie słyszałam, o tym, aby gwiazdy wykorzystać tak jak to zrobiła autorka i za to posyłam ku niej owacje na stojąco, bo dzięki niej poszerzyłam swoją wiedzę książkową o kolejną świetną i oryginalną historię! Chociaż muszę dodać, że trochę nie pasowało mi to, że główna bohaterka tak szybko zaakceptowała tak niespotykaną i wychodzącą poza wszelkie ramy rzecz jaka ją spotkała. Zabrakło mi iskry zwątpienia i buntu, która dodałaby moim zdaniem trochę wiarygodności całej fabule.

A skoro już o bohaterach mowa... Millie i Aries nie wzbudzili we mnie jakiejś wielkiej sympatii, ale polubiłam ich. Przyznam szczerze, że było dość sporo momentów, w których oboje irytowali mnie niemiłosiernie, ale potem przychodziły chwile, które utwierdzały mnie w przekonaniu, że nawet chwilowe rozdrażnienie nie przeszkadza mi w cieszeniu się chwilami spędzonymi z tą dwójką.
"Miłość nie może być zła, jeśli jest prawdziwa, a nasza tak jest."
Koniec końców nie żałuję, że przeczytałam Miles, bo okazało się to dobrą decyzją, aczkolwiek odbyło się to bez fajerwerków. Z pewnością będę wyczekiwać kontynuacji, bo zakończenie postawiło przede mną dużo niewiadomych i mam nadzieję, że w drugim tomie Milena Jaworska rozwieje wszelkie wątpliwości. Polecam jej książkę tym, którym niestraszne młodzieżówki i tym, którym potrzeba chwili relaksu od cięższych lektur, bo historia miłości pewnej dwójki może temu zaradzić!

Layken

niedziela, 3 stycznia 2016

Love, Rosie - Cecelia Ahern

tytuł oryginału: When Rainbows End
wydawnictwo: Akurat
ilość stron: 512
polska premiera: 3 grudnia 2014

   Drodzy czytelnicy naszego bloga, wykorzystując tę recenzję na wstępie chcę Was przeprosić za moją dość długą nieobecność na blogu, ale niestety musiałam zająć się szkołą, gdyż jest koniec semestru i musiałam popoprawiać parę ocen. Mam nadzieję, że już nie będę zmuszona robić sobie tak długich przerw na blogu i postaram się nadrobić dni mojej nieobecności.
   Wiem, że recenzja powieści Love, Rosie, którą umieściła Layken jest już na naszym blogu, lecz po przeczytaniu tej książki stwierdziłam, że ja także ją zrecenzuję.

   Czy przyjaźń między kobietą a mężczyzną istnieje? Cóż, wiele osób, przeważnie tych, które są w takiej relacji, wierzy, że coś takiego jest możliwe. Osobiście mam mieszane uczucia co do takiej przyjaźni, gdyż z własnego doświadczenia wiem, że jest to trudne, zawsze któraś strona może poczuć coś więcej.
   Rosie i Alex przyjaźnią się ze sobą od dziecka. Każdą możliwą chwilę spędzają ze sobą, do czasu, gdy los ich rozdziela z powodu stałego wyjazdu rodziny Alexa do innego kraju. Mimo rozłąki nastolatkowie nie zrywają ze sobą kontaktu, wciąż starają się pielęgnować swoją przyjaźń tak jak robili to, gdy byli blisko siebie. Jednak czy dziele ich kilometry nie zniszczyły czegoś więcej co rodziło się między tą dwójką?

   Od dawna chciałam przeczytać tę książkę, głównie dlatego, że chciałam obejrzeć film, gdyż główną rolę gra w niej Lily Collins, którą uwielbiam, a chciałam mieć jakieś porównanie, ale także dlatego, że słyszałam o niej wiele pozytywnych opinii i nie zawiodłam się. Ja także mam zamiar wypowiedzieć się na jej temat pozytywnie.

   Rzadko spotykam się z twórczością epistolarną. Jedyna książka poza Love, Rosie napisana w tym stylu, którą przeczytałam to lektura Oskar i pani Róża, którą swoją drogą bardzo polecam. Jest to bardzo ciekawy styl. Urywki listów, mailów i innych wiadomości, sprawiają, że dzieło czyta się szybciej, zwłaszcza, że owa powieść napisana jest prostym, humorystycznym językiem. Jest ona moim zdaniem, także dosyć nowoczesną książką, dlatego myślę, że młodzież, której szczególnie polecam tę pozycję nie będzie miała problemów z przebrnięciem przez nią, mało tego, przeczyta ją jednym tchem.

   Autorka Cecelia Ahern w swym dziele porusza problemy zarówno młodzieży jak i młodych dorosłych. Myślę, że miała ona zamiar pokazać czytelnikowi proces dojrzewania. Poza wątkiem przyjaźni oraz rodzącego się głębszego uczucia między dwójką bohaterów, pisarka przedstawiła nam problemy z jakimi każdy może się spotkać i jak można sobie z nimi poradzić, co jak można zauważyć czytając tę książkę, nie jest takie proste. Powieść ta przedstawia także, iż mimo tego, że spotykają nas trudności w życiu, zawsze są w nim ludzie, na których możemy polegać i są gotowi nam pomóc.

   Bohaterzy są po prostu fantastyczni! Nie mam do nich żadnych zastrzeżeń, a co więcej bardzo ich polubiłam. Rosie jest cudowną dziewczyną. Mimo przeszkód, które spotkała na swojej drodze, jest silna i się nie poddaje. Nadal dąży do szczęścia. Jest inteligentna, zabawna, potrafi się bawić, ale jest także odpowiedzialna i można na niej polegać. Alex to wymarzony przyjaciel. Od dziecka Rosie mogła na niego liczyć i nie zmieniło się to aż do końca. Znaczna większość postaci jest pozytywna i każda na swój sposób mi się podoba. Mają poczucie humoru i umilają lekturę.

   Podsumowując mimo tego, że powieść ta wydaje się typowym, zwyczajnym romansidłem, to uważam, że warto ją przeczytać, bo poza swoją prostotą, jest także pouczająca.

Shadow