czwartek, 24 marca 2016

Przeznaczeni - Holly Bourne

tytuł oryginału: Soulmates
wydawnictwo: YA!
ilość stron: 325
polska premiera: 19 listopada 2014

"Prawdziwa miłość nie wszystko wybacza. Prawdziwa miłość nie zawsze zwycięża. I co najważniejsze, prawdziwa miłość nie zawsze kończy się szczęśliwie - i nie o to w niej chodzi. Miłość zmienia ludzi. Kształtuje ich. Spala serca na popiół, ale później powstaje ono niczym feniks, silniejsze i wspanialsze niż kiedykolwiek."
Wierzycie w przeznaczenie? No wiecie... że gdzieś w świecie czeka Wasza lepsza połowa. W momencie, kiedy w końcu ją spotkacie, nawet całkiem przypadkiem, gdy spojrzycie jej w oczy od razu zrozumiecie, że ta osoba jest kimś wyjątkowym. Kimś kto odmieni Wasze życie już na zawsze. I chyba nie jeden z nas marzy skrycie o odnalezieniu swojej prawdziwej i bezwarunkowej miłości. O kimś kogo mógłby kochać bez strachu, bez obaw, szczęśliwie i na zawsze. A co jeśli przeznaczenie chciałoby sobie z nas zażartować? Co jeśli dałoby nam naszą miłość tylko po to, aby zaraz ją odebrać? Bo pozostanie razem groziłoby zagładą całej ludzkości...

Poppy mieszka w małym Middletown i wyznaje zasadę, że w jej otoczeniu nie ma absolutnie żadnego przedstawiciela płci przeciwnej, którego mogłaby obdarzyć uczuciem. Dziewczyna postanawia nawet nie rozglądać się za kimś takim i czekać, nie omieszkając przy tym czynić cynicznych komentarzy względem przystojniaków, którymi zachwycają się jej przyjaciółki. Jednak gdy pewnego dnia w starej knajpce na koncercie Nerwobóli, jej wzrok krzyżuje się z przystojnym gitarzystą, wszystko spada na nią jak grom z jasnego nieba. Poppy odurzona swoją pierwszą miłością nawet nie podejrzewa, że wszystko może zostać jej brutalnie odebrane w jednej chwili.

Pewnie powiecie, że to zwykła i przeciętna młodzieżówka. I pewnie będziecie mieli rację. Powiem Wam w tajemnicy, że czytanie tej książki szło mi strasznie topornie. Pierwsze dwieście stron to była jakaś totalna pomyłka. Nie mogłam znieść  dosłownie wszystkiego. Irytującej Poppy, koszmarnego Noe'go, za szybko rozwijającej się miłości. Poważnie zastanawiałam się czy nie odłożyć tej książki, ale stwierdziłam, że jak już zaczęłam to i dokończę. I na całe szczęście, bo warto było się przemęczyć dla samej końcówki.

Sam pomysł na fabułę jest genialny. Miłość sprowadzająca zagładę na cały świat? To mogłoby stać się naprawdę dobrą książką, gdyby nie dość słabe wykonanie. Zaczynając Przeznaczonych liczyłam na porządną dawkę emocji, które będą trzymać mnie w swoich sidłach od początku aż do końca. A dostałam coś prawie wyzutego z emocji. Słowa wciśnięte w usta bohaterów wydawały mi się naprawdę sztuczne. Może to tylko moje  wrażenie, ale myślę, że w prawdziwym życiu takie dialogi nie miałyby miejsca, a w dobrej historii chyba chodzi o to, aby była autentyczna, prawda?

No i naprawdę zły wątek miłosny. Po prostu nie potrafię zdzierżyć, gdy  miłość między dwójką bohaterów rozwija się w zawrotnym tempie. Przez takie coś sama miłość nie jest dla mnie prawdziwa, ale pretensjonalna i przerysowana. Nie widzę w niej nic wiarygodnego, bo sam proces zakochiwania się nie został uchwycony, lecz sprowadzony do minimum.

Główna bohaterka, czyli Poppy na samym początku niesamowicie mnie irytowała. Myślała jedno, a robiła drugie. Wkręcała wszystkim dookoła, że absolutnie nie ma możliwości, aby przystojny gitarzysta mógł zawrócić jej w głowie, a po nocach wypłakiwała litry łez z jego powodu. Noe irytował mnie równie mocno samym swoim wyniosłym zachowaniem. Jednak od drugiej przełomowej połowy książki obydwoje stali się... normalniejsi. Jakby zaszła w nich jakaś zmiana, sama nie wiem pod wpływem czego, ale wtedy zaczęłam żywić do nich jakąś sympatię i stali się o niebo lepsi.

 Koszmarny początek, który najchętniej zmieniłabym w całości i genialna końcówka, w której wszystko pozostawiłabym na swoim miejscu. Naprawdę. Jakbym z dramatu przeniosła się do raju. Od ostatnich stu stron wprost nie mogłam się oderwać, a sam plan jaki Holly Bourne na nie miała totalnie mnie zaskoczył. Niezmiernie ucieszyło mnie to, że autorka nie bawiła się w słodkości i postawiła na brutalną, szarą rzeczywistość. Tego właśnie brakowało mi na początku i na całe szczęście dostałam to na finiszu. Z nawiązką.

Jednakże czy polecam Przeznaczonych? Mimo wszystko tak. Jak napisałam na wstępie, warto przemęczyć się przez początek, aby poznać tak genialny finał, na który wprost nie mam słów. Mogę napisać tylko, że jest wyjątkowy, niesamowity, świetny i mnóstwo innych synonimów, mając nadzieję, że to Was zachęci. I jak, zachęciłam Was? Mam nadzieję.
Layken

30 komentarzy:

  1. Nie przeczytam tej książki, ponieważ irytująca Poppy oraz kiepski wątek miłosny stukrotnie mnie odstręczają. Poza tym czytałam wiele negatywnych recenzji tej książki, przypuszczam, że mogłabym po prostu zmieszać ją z błotem po przzytaniu. Aczkolwiek świetna recenzja :)
    Ja za to zapraszam na recenzję "Aplikacji" Lauren Miller!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początek Przeznaczonych jest jak najbardziej godny zamieszania z błotem, jednakże w moim przypadku końcówka wszystko zrekompensowała :))

      Usuń
  2. :) zapomniałam kompletnie o tej książce. Kiedyś bardzo chciałam ją przeczytać. Chyba się przemogę przez ten początek, by dotrwać do końca. Mimo tych wszystkich wad książki, które wymieniłaś to i tak czuje sie zachęcona :D
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam nadzieję, że końcówka wynagrodzi Ci ten męczący początek :)
      Również pozdrawiam

      Usuń
  3. Jestem jej ciekawa. Trochę boję się tych minusów, które wymieniłaś, jednak chyba zaryzykuję :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie, że wierzę w przeznaczenie. Z tej recenzji bije twoja radość. Czytałam i czułam twoje emocje! Co do książki z miłą chęcią mogłabym przeczytać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że widać emocje, bo właśnie o to mi tutaj chodzi :))
      Również pozdrawiam

      Usuń
  5. Wiem, że kiedyś bardzo chciałam ją przeczytać, ale teraz już sama nie jestem pewna, czy po nią sięgnąć. Może kiedyś :D
    Buziaki,
    SilverMoon z bloga Books obsession :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam I to była jedna z "pierwszych" , wtedy zdawało mi się, że to jedna z lepszych jakie czytałam. Jaka byłam zaskoczona gdy pojawiły się w moich rękach lepsze(mina bezcenna)
    Świetna recenzja I zgadzam się z tobą
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak... Pamiętam te pierwsze książki, którymi byłam oczarowana, a które teraz pewnie przyprawiłyby mnie o grymas na twarzy :))
      Również pozdrawiam

      Usuń
  7. To chyab trochę jak z "Dziewczyną z pociągu", gdzie przez całą książkę masz ją ochotę po prostu wyrzucić, ale dochodząc do końca... wiesz, że warto było czekać.
    Jednak czy mam tyle cierpliwości? Może i mam, ale szkoda mi czasu
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeznaczeni to bardzo dobry tester cierpliwości, jednak dla nas, książkoholików czas jest nad wyraz cenny :D

      Usuń
  8. Na pierwszy rzut oka naprawdę wydaje się być zwykłą młodzieżówką, ale może być ciekawa ;)

    Ps. Nominowałam Was do TAGu ;)
    http://ksiazki-mitchelii.blogspot.com/2016/03/kwiatowy-booktag.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Też nie lubię kiedy miłość rozwija się zbyt szybko i nie przepadam za trudno rozwijającą się akcją. Przekonuje mnie jednak druga połowa książki... ale jeszcze nie wiem czy sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy raz słyszę o tej książce. Czasami czytam Young Adult, więc może sięgnę po tę pozycję kiedyś. :)
    Obserwuję!
    Buziaki,
    StormWind z bloga cudowneksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio ja kupiłam (głównie przez niska cenę :D), wiec pewnie wkrótce przeczytam.
    Mnie też strasznie drażni zbyt szybko rozwinięty wątek miłosny.
    Pozdrawiam! :)
    http://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety, nie czuję się zachęcona. :p Nie moja tematyka, poza tym złe dwieście pierwszych stron? Oj, nie, nie dałabym rady. :p

    Książkowa Królowa
    Jutro z samego rana pierwsza recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze Cię rozumiem! Sama się sobie dziwię, że podołałam, nie rzucając książki w kąt :D

      Usuń
  13. Recenzja świetna, nie mam zastrzeżeń ;) Widać, że pisałaś ją z sercem.
    Ale co do książki, to jakoś wizja męczenia się przez 200 stron ewidentnie mnie odstrasza. Chyba nie przeczytam tej pozycji.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! :)
      Również pozdrawiam

      Usuń
  14. Jeśli faktycznie warto przebrnąć przez słabszy początek książki, aby dotrzeć do świetnego zakończenia, to myślę, że dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakończenie jest zdecydowanie tego warte :)

      Usuń
  15. Szybko rozwijająca się miłość jest bardzo popularna w dzisiejszych powieściach młodzieżowych, czy też romansach. Często jest to okropnie niewygodne, ale szczerze mówiąc już się przyzwyczaiłam i gdy ostatnio czytając "Łowczynię" wszystko działo się powoli oraz spokojnie to myślałam, że tego nie zdzierżę - cały czas chciałam poganiać bohaterów, a jeszcze dwa lata temu coś takiego by mi przez myśl nie przeszło. Ewolucja książek poszła nie w tym kierunku, w którym pójść powinna.
    Mimo wszystko zainteresowałaś mnie i z pewnością sięgnę po tę książkę.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ze względu na tą popularność szybkiej i gwałtownej miłości w młodzieżówkach zaczęłam doceniać uczucia rozwijające się subtelnie i bez pośpiechu ^^
      Również pozdrawiam

      Usuń
  16. Mnie także strasznie wkurzające, kiedy miłość rozwija się mega szybko. Wtedy jest taka nieprawdziwa, wymuszona i szybko się kończy. Na przykład w 'Romeo i Julia' nie możemy stwierdzić, ze miłość Romea i Julii to była prawdziwą i szczera miłość. Nie przekonuje mnie to. Mimo to, przeczytalabym Przeznaczonych. Miłość która sprowadza zagładę? Brzmi ciekawie!
    natchniona-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, gdy to uczucie szybko się rozwija jest strasznie niewiarygodne!

      Usuń
  17. Oj... a mi się nie podobało. Było średnio i bez polotu. Za to okładka piękna!

    Zaczytanych Pięknych Świąt! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. O nie. Na pewno nie sięgnę :D Nie mam zamiaru męczyć się tych x stron tylko dla końcówki :D I jeszcze ten wątek miłosny - po twoim opisie wnioskuję, że rzuciłabym książką o ścianę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem, bo sama byłam tego bliska :D

      Usuń
  19. Jakoś specjalnie mnie do niej nie ciągnie, ale może kiedyś... choć ten początek naprawdę nie zachęca :P

    OdpowiedzUsuń