wtorek, 31 maja 2016

Następczyni - Kiera Cass

tytuł oryginału: The Heir
wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 360
polska premiera: 13 maja 2015
cykl: Selekcja

"Jestem Eadlyn Schreave i nikt na świecie nie jest potężniejszy ode mnie."


   Eadlyn to córka Americi oraz Maxona, którzy przed laty poznali się na Eliminacjach i pogrążeni w swojej miłości - pobrali się. Jest ona następczynią tronu. Dziewczyna różni się od swoich rodziców, lecz ci oczekują od niej, że przeprowadzi własną Selekcję i wybierze mężczyznę, który w raz z nią będzie rządzić krajem. Eadlyn uważa, że nie zdoła oddać serca komukolwiek, lecz kandydaci nie raz ją zaskakują, co sprawia, że zaczyna wątpić w swoje przekonanie.

   Od razu na wstępie muszą napisać, że zawiodłam się bardzo na autorce. Tak jak poprzednie trzy tomy uważam za niesamowite dzieło, tak Następczyni okazała się totalną porażką. Właściwie to nie planowałam czytać tej powieści, przynajmniej nie teraz, lecz chciałam przeczytać coś lekkiego, coś co umili mi czas i tak trafiło na książkę pani Cass. Niestety niemal natychmiast pożałowałam tej decyzji. Rozumiem, że poprzednie tomy cieszyły się dość dużą popularnością wśród czytelników i wcale się temu nie dziwię, gdyż historia Americi i Maxona mnie również urzekła, lecz uważam, że pisanie kolejnych powieści tej serii na siłę, jest zupełnie niepotrzebne, gdyż takie naciąganie psuje opinie o całym cyklu oraz niestety także o jego autorce.

   Rzecz jasna, większość książek na samym początku nie jest zbyt porywająca, więc myślałam, że, kiedy przebrnę przez pierwsze strony, zatracę się w historii Eadlyn. Tak się jednak nie stało, natomiast nie przerywałam lektury z nadzieją, że zaraz nastąpi wielkie bum! i zacznie się coś dziać. Jak już pewnie się domyśleliście, moje nadzieje były złudne. Otrzymałam jedynie jeszcze więcej i więcej narzekania, marudzenia i wiecznego niezadowolenia rozpieszczonej księżniczki. Naprawdę nie wierze jak można napisać 360 stron książki, w której nie dzieje się kompletnie NIC. Zero. Monotonia oraz schematyczność tej książki jest po prostu porażająca. Cała akcja, a raczej jej brak toczy się bezustannie wokół jednego wątku, który ponadto nie wnosi nic ciekawego. Na samym końcu, bodajże w przedostatnim rozdziale autorka chyba sama zauważyła, że jej książka jest nudna jak przysłowiowe flaki z olejem i postanowiła wprowadzić "nieoczekiwany" i jakże "interesujący" zwrot akcji, co było jeszcze bardziej żenujące, ponieważ był kompletnie nie na miejscu.

   Nie może się obejść bez kilku słów o głównej bohaterce. Ta dziewczyna jest strasznie denerwująca, co sprawia, że tę książkę czyta się jeszcze trudniej. Jest ona po prostu zakochaną w sobie nastolatką, która nie potrafi przyjąć krytyki. Jest rozpieszczona i samolubna. Interesuje ją tylko własna osoba. Nawet przeniki jej milszej osobowości, na co wpływ mają chłopcy kandydujący na jej małżonka, nie sprawiły, że ją polubiłam. Zniechęciła mnie do siebie od samego początku i irytowała do ostatniej strony.

   Chociaż bardzo bym chciała, nie jestem w stanie napisać nic dobrego o tej pozycji. Mogę jedynie pochwalić za kolejną prześliczną okładkę książki. Zamiast spędzić nad nią przyjemnie czas, ja dosłownie męczyłam się czytając kolejne strony. Dotrwałam do końca tylko dlatego, że nie lubię przerywać lektury w połowie. Myślę, że nie będę zagłębiać się w kolejne tomy Selekcji, ponieważ nie sądzę, żeby wywarły na mnie jakiekolwiek pozytywne wrażenia. Jeśli więc jesteś choć trochę wymagającym czytelnikiem, odradzam podjęcia się sięgnięcia po Następczynie.


Shadow

piątek, 27 maja 2016

Książkowe nowości [czerwiec]

Czerwiec zbliża się wielkimi krokami, a wraz z czerwcem szalony szkolny okres przed wystawieniem ocen, który zapewne do minimum ograniczy nie jednemu z nas czas na pogrążenie się w lekturze. I wypadałoby ten czas spędzić z naprawdę dobrą książką, prawda? Dlatego zapraszam Was na propozycje czerwcowych nowości!

 wydawnictwo: Uroboros
 polska premiera: 2 czerwca 2016
Najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera odkąd skończyłam Dziedzictwo ognia. I chyba nie tylko ja tak czekam. Już po prostu nie mogę się doczekać, aż Królowa cieni wpadnie w moje ręce i będę mogła poznać dalsze losy bohaterów, którzy są dla mnie tak wspaniali! Drugi czerwca - przybywaj! I tylko nie zabłądź gdzieś po drodze!


wydawnictwo: Media Rodzina
polska premiera: 2 czerwca 2016
Bardzo polubiłam Trylogię czasu tej autorki i bardzo się cieszę, że po dość długim czasie, Kerstin Gier powraca do Polski z nową serią. Brzmi ona dość ciekawie i abstrakcyjnie, ale co jak co - dobrze zrobiona abstrakcja to coś, co bardzo lubię w książkach. Mam nadzieję, że Silver okaże się tak dobrą serią, jak jej poprzedniczka.

wydawnictwo: Feeria Young
polska premiera: 2 czerwca 2016
Powiem szczerze, że mimo pozornych skojarzeń ze znanymi schematami, ta książka może okazać się naprawdę czymś dobrym. Opis nie zdradza wprawdzie wiele, ale zarys całości, jak wytworzył w mojej głowie naprawdę mi się podoba! Jestem ogromnie ciekawa, jak to potoczy się dalej.





wydawnictwo: Otwarte
polska premiera: 15 czerwca 2016
Wydaje mi się, że podobny zbiór opowiadań ukazał się w okresie świątecznym. Wersja wakacyjna wydaje mi się jednak o wiele bardziej pociągająca, niż śnieg i mróz. Nie czytałam co prawda Podaruj mi miłość i mimo że raczej nie zamierzam tego zmieniać, to chętnie zajrzałabym do Ktoś mnie pokocha. Ostatnio co prawda zrobiłam sobie odpoczynek od historii miłosnych, ale dla takiej okładki mogę się poświęcić!



wydawnictwo: Otwarte
polska premiera: 1 czerwca 2016
Nie powiem, że po samym opisie widzę w tej książce coś wyjątkowego, co  wyróżni ją na tle innych w podobnym klimacie. Jednak wyczuwam w niej jakąś tajemnicę. Coś co kryje się za warstwą pozorów. Może to w efekcie nic ciekawego. Może to coś banalnego. Ale myślę, że warto zaryzykować. Zwłaszcza, że wszystko wskazuje na to, że dużą rolę odegra tutaj mocna miłość.



 wydawnictwo: Filia
polska premiera: 8 czerwca 2016
To już drugi tom kolejnej serii Jennifer L. Armentrout - jednej z moich ulubionych autorek. Nie zdążyłam jeszcze przeczytać pierwszego tomu, ale mam nadzieję, że wkrótce będę mogła to nadrobić. Jeżeli seria Dark Elements jest chociaż w najmniejszym stopniu tak dobra, jak seria Lux, to myślę, że w stu procentach przypadnie mi do gustu.



 Layken



wtorek, 24 maja 2016

Czerwona królowa - Victoria Aveyard

tytuł oryginału: Red Queen
wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
ilość stron: 488
polska premiera: 18 lutego 2015
cykl: Czerwona królowa


"Dawno temu tata nazwał nas mrówkami, czerwonymi mrówkami prażącymi się w srebrnym słońcu. Niszczy nas potęga innych, przegrywamy walkę o nasze prawa, ponieważ nie jesteśmy nadzwyczajni."


   Mare Barrow, siedemnastoletnia dziewczyna mieszkająca w biednej wiosce. Nastolatka, aby pomóc swojej rodzinie w utrzymaniu, okrada swoich sąsiadów i jest w tym naprawdę dobra. Życie ludzi z czerwoną krwią, jest o wiele gorsze, niż Srebrnych pławiących się w luksusie, dla których śmierć Czerwonych na froncie znaczy tyle co nic. Pewnego dnia, Mare doświadcza cudu, okazuje się, że drzemie w niej ogromna moc i ma szansę zmienić los swoich pobratymców, lecz czy jej się to uda? Czy słusznie zaufa niektórym osobom? Czy może doświadczy okropnej zdrady? Ponieważ "Każdy może zdradzić każdego.".

   Muszę przyznać, że z lekturą tego dzieła zwlekałam aż prawie pół roku, strasznie ciężko było mi się za nią zabrać. Nie jest to oczywiście wina pani Aveyard ani tego, że jej twórczość mogła mnie nie intrygować. Nie, absolutnie nic z tych rzeczy. Niestety przez szkołę nie miałam czasu na kompletnie nic, a kiedy już mogłam odetchnąć, byłam zwyczajnie zmęczona, co zepchnęło czytanie na drugi, a nawet trzeci plan. Wiele już razy brałam tę pozycję z półki, po czym cierpliwie czekała, aż zacznę z fascynacją przewijać jej kartki, jednak rezygnowałam. Na szczęście wreszcie się przemogłam i zaczęłam zagłębiać w historię Mare, która pochłonęła mnie dogłębnie, a zarazem przywróciła moją miłość do tekstu pisanego, za co jestem jej dozgonnie wdzięczna.

   Oczywiście nie pokochałam Czerwonej królowej od samego początku, nie od razu Rzym zbudowano. Przez pierwsze bodajże cztery rozdziały ciężko było mi przebrnąć, jednak nie poddałam się, gdyż słyszałam o niej naprawdę dobre opinie. Gdy natomiast pokonałam te trudności, po uszy wpadłam w świat stworzony przez autorkę i nie zauważyłam nawet, kiedy miałam za sobą już połowę lektury.

   Nie pamiętam już ostatniej, tak genialnej, przeczytanej przeze mnie książki. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego dzieła. Pisarka, bez przerwy toczącą się akcję podaje nam na talerzu. W żadnym wypadku, tej pozycji, nie można przypisać miana schematycznej, gdyż nie brakuje w niej zaskoczeń, którym towarzyszy szok oraz pytania "jak to?!". Victoria Aveyard, wpadła na genialny, oryginalny pomysł ukazania świata w ten sposób. Myślę, że swoim dziełem, chce również skłonić czytelnika do refleksji, ponieważ przedstawia nam szarą rzeczywistość, gdzie tak zwani arystokraci, w których żyłach płynie błękitna krew, pokazują swą wyższość nad "zwykłymi" ludźmi.

   Nie mogę także pominąć bohaterów, z którymi tak bardzo się zżyłam. Jedni pozytywnie mnie zaskoczyli, inni pomimo tego, że polubiłam ich od pierwszych chwil, ogromnie mnie zawiedli. Główna bohaterka, Mare Barrow została moją ulubienicą do ostatniej strony. Zarówno, gdy codziennie musiała walczyć o życie, jak i wtedy, kiedy los złudnie się do niej uśmiechnął, jej wartości pozostały takie same. Nic nie było w stanie przysłonić dobroci jej serca i dążenia w przekonaniu, że doprowadzi do wolności dla Czerwonych, że będą oni na równi ze Srebrnymi i żaden z nich nie przeleje więcej krwi w wyniku niepotrzebnej wojny.

   Zatem pierwszy tom tej serii zostanie na zawsze w moim sercu, jako jedna z wyjątkowych dla mnie pozycji. Myślę, że naprawdę warto zapoznać się z twórczością tej autorki, gdyż jest wartościowa. W najbliższym czasie na pewno zabiorę się za dalsze losy Mare, a każdego kto nie poznał jeszcze tej niezwykłej dziewczyny zachęcam do lektury.

"Ten świat jest równie piękny, co niebezpieczny. Ludzi, którzy popełniają błędy, po prostu się eliminuje."

Shadow


sobota, 21 maja 2016

Niezrównani - Alyson Noël

tytuł oryginału: Unrivaled
wydawnictwo: HarperCollins Polska
ilość stron: 336
polska premiera: 18 maja 2016
cykl: Beautiful idols (tom1)

Od momentu, w którym ujrzałam tę pozycję w zapowiedziach byłam niesamowicie podekscytowana. Czytając opis, wyobrażałam sobie wyrachowany i bezlitosny świat okraszony blaskiem fleszy i gorącym słońcem Los Angeles z milionami intryg, które będą spędzać mi sen z powiek. Jednak gdy już dorwałam się do książki to wszystko, co zdążyło zagnieździć się w mojej wyobraźni zastałam uformowane w kształt, który nie do końca do mnie przemówił.

W gorącym Hollywood dla miejscowych nastolatków nastał gorący okres. Pewien biznesmen ogłasza konkurs na promotorów swoich klubów, by przyciągnąć do nich jeszcze więcej żądnych przygód młodych ludzi. Na uczestników konkursu czeka spora nagroda, ale czy ich niemałe wysiłki i pozornie dobra zabawa są warte konsekwencji, jakie to wszystko ze sobą niesie? Aster, Tommy i Layla wkrótce będą mieli szansę poznać tę nową, mroczną odsłonę sławnego Hollywood.

Zaczynając czytać tę książkę, już od początku spodziewałam się mocnego akcentu. I chociaż go nie dostałam, to obdarzyłam Alyson Noël pewną dozą zaufania, licząc na to, że wkrótce zrekompensuje mi to zawrotną akcją, która nie pozwoli mi się oderwać. Jednak z każdą kolejną stroną i z każdym kolejnym rozdziałem, powoli zaczynało do mnie docierać, że w tym temacie nie czeka na mnie już wiele emocji. W efekcie tego Niezrównani okazali się dla mnie sporym rozczarowaniem.

Wszystko w tej książce wydawało mi się puste. Cała ta otoczka z celebrytami i panującym na nich szałem była dla mnie totalnie bez sensu. Może autorce zależało na tym, żeby wyodrębnić ten nie mający żadnego oparcia w logice obłęd na punkcie sławy. Jednak moim zdaniem zobrazowała to zbyt dosadnie. Mimo że w rzeczywistości tak jest, to czytanie o tym bynajmniej nie zakrawało na przyjemność. Liczyłam ze strony autorki na jakiś element, który skutecznie by to ubarwił, aby całość była bardziej przystępna dla czytelnika. I nie doczekałam się.

Postacie, z którymi miałam okazję spotkać się w tej książce, były jedną z najgorszych rzeczy, jaką w niej zastałam. Nie wydaje mi się, żeby autorka przywiązała do nich większą wagę, zamiast tego skupiając się na coraz to mocniejszym komplikowaniu fabuły. Aster okazała się rozpuszczoną, bogatą panienką żądną sukcesu i sławy. I nie miało dla niej znaczenia jak osiągnie swój cel, nawet jeśli miałaby iść po trupach. Tommy początkowo zyskał moją sympatię, ale później stopniowo zaczął ją tracić, stając się coraz bardziej niezdecydowanym bohaterem. A Layla była tą irytującą bohaterką, która miała dość udane życie, a na własne życzenie zaczynała je niszczyć.

Niezrównani są dla mnie książką z niewykorzystanym potencjałem. Zarys fabuły przemówił do mnie, a z całą historią mogłoby stać się to samo, gdyby nie wykonanie. Docierając do końca zaczynałam odnosić wrażenie, że Alyson Noël przesadziła z tymi tajemnicami okalającymi fabułę. Zwykle bardzo lubię zawiłości w książkach, ale taki przesyt zaczynał mnie męczyć. Powodowało to, że chciałam tę książkę skończyć jak najszybciej, ale nie tylko po to, aby poznać odpowiedzi (chociaż i tak ich nie uzyskałam), ale również po to, by mieć to już za sobą.

I chociaż spotkanie z Alyson Noël zaliczam do nieudanych, to niezaprzeczalnie zdobyła moją uwagę jedną rzeczą. Mianowicie tytuły rozdziałów były tytułami piosenek. Przeróżnych utworów. I to bez wątpienia było jednym z nielicznych plusów tej książki. Ale czy dla tej śladowej ilości pozytywów warto sięgnąć po tę książkę? Raczej nie. Chyba że macie ochotę na coś szczególnie mało wymagającego.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.
Layken

środa, 18 maja 2016

Czytelnicze Nawyki Tag

Za nominacje bardzo dziękujemy Wiktorii z bloga Wiktoria czyta razem z wami!

Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania?
Raczej nie, bo czytam w różnych miejscach w zależności od tego, gdzie jestem. Często jednak zasiadam z książką na swoim własnym łóżku :)

Czy podczas czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru? 
W większości przypadków używam zakładek, choć czasami zdarzy się, że takowe przy sobie nie mam i wtedy wkładam między strony książki cokolwiek, co mam pod ręką.

Czy możesz po prostu skończyć książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron?
Gdy czytam na spokojnie, w domu i nic mnie nie pospiesza, wtedy staram się dobijać do końca rozdziału, bo nie lubię zaczynać ponownego czytania ze środka przypadkowego zdania. Jednak, gdy czas goni lub gdy jadę autobusem, wtedy często urywam czytanie w środku strony.

Czy pijesz albo jesz podczas czytania? 

Zdarza się. Gdy nie mogę się oderwać od książki, bo jest tak genialna, potrafię nawet czytać ją podczas obiadu. No ale cóż, czego się nie robi dla wyjątkowych historii?

Jesteś wielozadaniowa? Słuchasz muzyki albo oglądasz telewizor podczas czytania?
Często zdarza mi się słuchać muzyki. I chociaż włączony telewizor mi nie przeszkadza, to raczej nie potrafię podzielić uwagi tak, by zrozumieć coś i z książki, i z ekranu.

Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz? 

Jedną. Bardzo nie lubię zaczynać jakiejś książki, a następnie przerywać czytanie jej i rozpoczynać nową. Trudno mi się przestawić z jednego świata na drugi. Zdarza się jednak, że jakaś książka wymaga szybszego przeczytania, więc wtedy, chcąc nie chcąc, muszę przerwać tą czytaną aktualnie i rozpocząć nową.
Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek? 

I w domu, i gdziekolwiek. Nie ma znaczeniu w jakim miejscu się znajduję. Czytać mogę wszędzie :)
Czytasz na głos, czy w myślach?

W myślach :)

Czy czytasz naprzód, poznając zakończenie? Pomijasz fragmenty książki? 
Nie. Czytam chronologicznie, tak jak powinnam.
Czy zginasz grzbiety książek?
Nie. Staram się tego nie robić i przy pożyczaniu moich książek przestrzegam przed zaginaniem jej grzbietu.

Zaznaczasz swoje ulubione fragmenty? Jak?
Tak! Dawniej tego nie robiłam, ale teraz zaznaczam każdy fragment, który w jakiś sposób do mnie przemówi. Używam do tego kolorowych karteczek :>

Do wykonania tagu zapraszam:
Grażynę z bloga Czytaninka
Silver Moon Books obssesion
Layken

czwartek, 12 maja 2016

Dziedzictwo ognia - Sarah J. Maas

tytuł oryginału: Heir of Fire
wydawnictwo: Uroboros
ilość stron: 565
polska premiera: 23 września 2015
cykl: Szklany tom (tom3)

"Ludzie, których kochasz, to broń, która zostanie wykorzystana przeciwko tobie."
 
 Cealena ma tylko jeden cel. Dotrzymać przysięgi danej Nehemii. Tylko to się dla niej liczy. Musi odnaleźć i zniszczyć Klucze Wyrda, aby naprawić to, co dawno zostało zniszczone do cna. Jednakże ta przeprawa będzie nieludzko trudna. Dziewczyna odkryje na nowo to, o czym chciała zapomnieć. To, co napawało ją lękiem. I to, co sprawia jej ból. Czy jest wystarczająco silna? Czy uda jej się po drodze zrozumieć, kim tak naprawdę jest?

Długo zwlekałam z lekturą Dziedzictwa ognia. A dlaczego? Ponieważ miałam świadomość tego, że Sarah J. Maas ponownie wbije mnie w fotel geniuszem, jakim jest dla mnie jej twórczość. A umówmy się -  mając w perspektywie kolejne niesamowite przygody, zawarte w kolejnym, jakże nieosiągalnym tomie, czekanie może okazać się istną katorgą. W ten oto sposób nie chciałam przysparzać sobie cierpień, tak odległym czekaniem, ale cóż... Przeczytałam, pokochałam, zostałam zwalona z nóg, a czekanie okraszone cierpieniem i tak jest.

 Na początku wiele rzeczy mnie przytłaczało. Od czasu, kiedy ostatnio zetknęłam się z tym wyjątkowym światem, minęło kilka długich miesięcy. Przez ten okres sporo istotnych faktów ulotniło się z mojej głowy. Było ciężko. Doszło nawet do tego, że zaczęłam się zastanawiać, co tak bardzo urzekło mnie w tej serii. Ale wtedy nastąpiło wielkie b u m! i Sarah J.Mass przypomniała mi za co tak bardzo kocham jej książki. Za akcję. Za okrutną rzeczywistość. Za bohaterów. Za zaskoczenia. Za wyjątkowość tego, co robi. Kolejne szufladki w mojej głowie zaczęły się otwierać i wtedy wszystko stało się jasne. Przepadłam.

Nawet nie jestem wstanie wyrazić, jakie wrażenie wywarł na mnie ten tom! Tyle akcji.  Cały czas działo się coś istotnego, a tempo z jakim pochłaniałam kolejne strony, dla mnie samej było zaskoczeniem. Ale nie dało się inaczej. To była jak podróż, na nieznane wcześniej horyzonty. Jak odkrywanie dziewiczych lądów, na których nie spoczęła dotąd żadna stopa. Wszystko, co dała mi tutaj Sarah J. Maas było dla mnie tak nowe, a zarazem tak niesamowite na tle poprzednich tomów, że nadal istnieje ryzyko, iż padnę z wrażenia.

Jednakże najlepszym, co tu znalazłam bez wątpienia byli bohaterowie. Nie ulega wątpliwości to, że autorka poświęciła im dużo uwagi. Ci, których już znałam, nabrali dla mnie nowego znaczenia i odkryłam ich na nowo. Zostali okryci bólem, który nadał im autentyczności i dzięki temu mogłam się z nimi zżyć jeszcze bardziej. Ale nawet nie wiecie, jak się cieszę, że w Dziedzictwie ognia zastałam również zupełnie nowych i po prostu genialnych bohaterów! Z każdej z nich sączył się ból, którego nie dało się nie zauważyć, ale nadało im to takiej poświaty realności, dzięki której pokochałam ich z miejsca!

Dziedzictwo ognia to wspaniały trzeci tom, w którym w pewnym stopniu zmieniają się kierunki i priorytety. Nic już nie będzie takie jakie było. Wszystko ulegnie zmianie. To ciężka wędrówka. A na jej końcu czeka zrozumienie - wiedza, o swoim prawdziwym jestestwie. O tym, co tak naprawdę jest istotne. To wyjątkowa historia, okryta najciemniejszym odcieniem cierpienia. Cierpienia, z którym przyjdzie się zmierzyć.
Layken


poniedziałek, 9 maja 2016

Ember in the Ashes. Imperium ognia - Sabaa Tahir



tytuł oryginału: An Ember in the Ashes
wydawnictwo: Akurat
ilość tron: 510
polska premiera: 4 listopada 2015
cykl: An Ember in the Ashes

 "Strach będzie twoim wrogiem tylko wtedy, gdy na to pozwolisz."

 Wiele o tej książce słyszałam. Niesamowita, mówili. Genialna, pisali. W ten oto sposób moje oczekiwania wobec niej stały się nader wygórowane. Dlatego zwlekałam z jej przeczytaniem dość długo, bo wiedziałam, że może to być jedna z lepszych historii, jakie przeczytam, ale też nie chciałam się zawieść. Bo nie oszukujmy się - takie góry pozytywów mogą sprawić, że człowiek stworzy w swojej głowie szkic genialności książkowej nie do pobicia. Ale wiecie co? Sabaa Tahir z wielkim hukiem wybiła się ponad mój.

W wielkim i bezwzględnym Imperium, pewna Scholarka decyduje się wyruszyć na misję ratunkową, aby ocalić to, co jej pozostało, nie zważając na cenę. Nie przypuszczała jednak, że w trakcie odsieczy, jej pogląd na wiele istotnych rzeczy ulegnie tak drastycznym zmianom. Nie przypuszczała, że życie jest w stanie sprawić taką niespodziankę. Niekoniecznie dobrą. Czy dziewczyna osiągnie sukces?  Czy ocali to, co daje jej chęć walki?

Chcę wykrzesać z siebie coś, co definitywnie skłoni każdego z Was do przeczytania tej historii. Do przeczytania i pokochania jej bezwarunkową miłością. I braknie mi słów. Bo jej idealność i geniusz totalnie mnie przytłoczyły i nie jestem w stanie wyrazić słowami tego, jakie wywarła na mnie wrażenie. To było jak oberwanie obuchem w środek czoła. Jakbym od dawna nie miała w rękach nic równie dobrego i wspaniałego. Bo Impreium ognia  to coś wyjątkowego, a Sabaa Tahir trafiła w mój gust perfekcyjnie. Nie chybiła nawet o milimetr.

To, jak skonstruowany jest ten książkowy świat wprawia mnie w totalny podziw. Wszystko zostało oparte na solidnych filarach, trzymających całość ciasno przy sobie. Perfekcyjna podstawa i wyważona konstrukcja przełożyły się na niesztampowość tej historii. A dodatkowo wpleciona w to wszystko spirala szalonych emocji sprawiała, że nawet gdy nie miałam tej książki przy sobie, myślami byłam w samym środku rozgrywających się wydarzeń.

I choć pokochałam tę historię w każdym szczególe całym sercem, to jednak zabrakło mi akcentu, który ostatecznie wbiłby mnie w fotel. Nie zrozumcie mnie źle - Imperium ognia to dla mnie totalny odjazd, ale na samym końcu nie poczułam tego czegoś, co z czystym sumieniem pozwoliłoby mi dać dziesięć gwiazdek.

W kwestii postaci Sabaa Tahir również popisała się mistrzowską ręką  i chłodnym okiem. Bardzo polubiłam Laię, która okazała się być wytrwała, honorowa i ucząca się na własnych błędach. Nie irytowała, jak dużo bohaterek. Okazała się bardzo dobrze wykreowaną postacią. Lecz to nie niej powierzyłam całą swoją sympatię. Moje serce, kawałek po kawałku skradł Elias - uosobienie perfekcyjnego męskiego bohatera. Śledziłam jego losy z bijącym sercem i nie mogłam wyjść z podziwu nad jego charakterem. Był szlachetny i nie godził się z okrucieństwem. Walczył o siebie.

"... póki trwa życie, jest nadzieja."

Ta książka to historia o tym, jak nie zatracić samego siebie w ferworze zła jakie rozprzestrzeniono wokół. O pokonywaniu swoich słabości, naprawianiu błędów. I o wyborach. Trudnych wyborach, które ważą losy nie tylko tego, który ich dokonuje. Więc jeśli jesteście gotowi na książkę, która nie pozwoli Wam o sobie zapomnieć nawet na minutę, to szybko bierzcie się za Imperium ognia!

Layken